Po 30 kolejkach piłkarze Lechii zajmują siódmą lokatę w tabeli, ale po podziale dotychczasowego dorobku różnice na miejscach od trzeciego do ósmego są niewielkie. Gdańszczanie mają tylko cztery punkty straty do trzeciej Pogoni Szczecin. - Zdajemy sobie sprawę, jaka szansa wytworzyła się przed nami, bo ta strata jest absolutnie do odrobienia. Jeżeli jednak jest szansa, to nie znaczy automatycznie, że zostanie wykorzystana. Nie wiadomo, ile zdobędziemy punktów do końca rozgrywek i ja nawet nie bawię się w takie prognozy. Staram się zajmować tylko tym, na co mam wpływ i dlatego nie wybiegam za daleko w przyszłość, bo dla mnie liczy się jedynie teraźniejszość. Dlatego koncentruję się na najbliższym meczu - dodał Nowak.

 

Szkoleniowiec biało-zielonych ma nadzieję, że w spotkaniach górnej ósemki jego zespół zaprezentuje taką samą dyspozycję jak w ostatnich meczach. - Zwłaszcza w pięciu poprzednich, w których nie ponieśliśmy porażki. Na początku zawodnicy nie byli pewni swoich umiejętności, ale ta wiara przychodziła z każdym meczem na własnym stadionie, z każdą zdobytą bramką i z każdym zwycięstwem. Wspólna praca przyniosła efekty i zespół scalił się. Mam nadzieję, że potwierdzimy to w kolejnych spotkaniach. Mogę zobowiązać się do tego, że będziemy grali najlepiej jak potrafimy, ale na pewno nie podam, jakie zajmiemy miejsce - stwierdził.

 

Niespełna 51-letni szkoleniowiec zapewnia, że w konfrontacji z wyżej notowanymi zespołami Lechia nie zmieni swojego stylu gry. - Mamy własną kulturę gry, prezentuje ofensywną piłkę, z której zawodnicy czerpią radość. Jestem dumny ze swoich chłopaków, że uwierzyli w siebie, a oni mogą być dumni z siebie, że potrafią stworzyć coś fajnego i demonstrują widowiskowy futbol. Nie wyobrażam sobie, abyśmy mogli być schowani za podwójną gardą, bo ten styl nie pasuje do potencjału tego zespołu, ani do charakteru tych zawodników - ocenił.

 

W sobotę gdańszczanie zmierzą się na wyjeździe z zajmującym czwarte miejsce Zagłębiem. Pod koniec września biało-zieloni triumfowali na własnym stadionie 3:1, ale 1 marca przegrali w Lubinie 0:1. - Pomimo porażki nie zagraliśmy źle. Straciliśmy natomiast bramkę w prosty sposób po kontrze, sami jednak stworzyliśmy wiele dogodnych sytuacji. Przed szansą na początku spotkania stanął Grzegorz Kuświk, a w drugiej połowie mieliśmy kilka okazji na doprowadzenie do wyrównania. Lubinianie są w niezłej formie, grają w dodatku u siebie i w sobotę wszystko jest możliwe. Teraz czeka nas dość intensywny okres, bo w ciągu 13 dni rozegramy cztery mecze, ale jesteśmy do tej serii dobrze przygotowani - podsumował Nowak.