W poprzedniej kolejce spotkań H2k przegrało z Origen po wyrównanej serii, a Fnatic uległo G2 Esports po rozczarowującym występie. Zawodnicy obu drużyn doskonale wiedzą, że sezon jeszcze się nie skończył. Mało tego – właśnie wkroczył w decydującą fazę. Punkty gwarantujące późniejszy występ na Mistrzostwach Świata już czekają na swoich nowych właścicieli.

 

Zawodnicy muszą zagrać na sto procent swoich możliwości, wyeliminować swoje słabości i wejść na następny poziom zaangażowia. Kbłąd może okazać się kluczowy. Wygra ta drużyna, która popełni ich mniej.

 

W przypadku Fnatic może być o to ciężko. Po pierwszym playoffowym zwycięstwie przeciwko Team Vitality wydawało się, że drużyna Rekklesa złapała wreszcie usilnie poszukiwany od początku roku wiatr w żagle. Sztorm rozpętany przez zawodników G2 Esports w półfinale skutecznie pokrzyżował zapędy Fnatic. W efekcie najpopularniejsza europejska drużyna pierwszy raz w swojej historii nie zagra w finale EU LCS.

 

W swoich ostatnich spotkaniach z G2 zawodnicy Fnatic próbowali stworzyć sobie wczesną przewagę, która miała być rampą prowadzącą do końcowego zwycięstwa. Błysk na progu zobaczyliśmy tylko raz. W pozostałych 3 grach to skalujące się kompozycje G2 Esports były efektywniejsze.

 

Dla jasności – trzeba przyznać zawodnikom Fnatic, że poczynili spore postępy od sezonu zasadniczego. Drużyna miała problemy z odnalezieniem wspólnego i wzajemnym "sklikaniem się" nowych zawodników. Ostatnie dwie serie spotkań Fnatic pokazały, że drużyna nie tylko radzi sobie z uwydatnianiem swoich mocnych stron, ale też potrafi dostosowawczo podejść do wyborów przeciwników czy aktualnej mety. Wszystko w bardziej zorganizowany, pewniejszy i dokładniejszy sposób niż kilka miesięcy temu.

 

Fnatic ma bardzo unikatową i stylową tendencje do zdobywania wczesnej przewagi i wymieniania pozycji na Summoners Rift. Wszystko bez zapominania o zarabianiu złota. Pomimo ciągłych rotacji i prób kreowania okazji dla swojej drużyny, Febiven zabijał w dwóch ostatnich seriach o 6.4 minionów więcej niż jego przeciwnicy ze środkowej alei.

 

Drugi z najistotniejszych zawodników Fnatic, Rekkles, także ma się czym pochwalić. Główne źródło obrażeń drużyny bierze udział w ponad 80% zabójstw. Mało tego – Rekkles może pochwalić się bardzo wysokim KDA 11.2 w fazie playoff. Jeśli ostatnimi czasy jakiś europejski marksman szczególnie wyróżnia się na tle pozostałych, to z pewnością jest to zawodnik Fnatic.

 

Fnatic prawie zawsze stara się budować wczesną przewagę nad swoimi oponentami, ale gdy się to nie udaje to pojawiają się spore problemy. W tym sezonie nie udawało się dość często za sprawą trzech aspektów, które nie do końca pokrywają się z pasującą Fnatic filozofią gry.

 

Pierwszy z nich to Gamsu, który upodobał sobie granie tankami. Kilka tygodni temu nie byłoby w tym nic złego, ale ostatnie zmiany w mecie (jak nagłe pojawienie się Ekko na górnej alei) mogą być twardym orzechem do zgryzienia dla pozyskanego przed sezonem top lanera Fnatic.

 

Problemem może być też sytuacja w dżungli. Spirit przyzwyczaił fanów do grania postaciami, które wymagają odrobiny czasu by w pełni błyszczeć. To nie do końca zawsze pokrywa się z wybranym przez Fnatic sposobem na wygranie gry.

 

Junglerzy potrzebujący czasu wyglądają jeszcze gorzej jeśli wziąć pod uwagę, że w przeciwnej dżungli będzie grał polski "first blood king" Jankos. Od reguły powolnych junglerów u Spirita jest jeden wyjątek. Nazywa się Nidalee i jungler Fnatic wygrał nią 100% swoich gier w wiosennym splicie EU LCS, a w całej swojej karierze przegrał tylko 3 z 18 meczów grając tą postacią.

 

Jeszcze trudniej może być, gdy przeciwnicy zbanują Alistara. Agresywne kompozycje Fnatic sporo tracą, gdy Klaj nie może co dwie minuty nurkować pod wieżami rywali. W ostatniej serii z G2 Klaj pokazał się z bardzo dobrej strony i teraz – jeśli H2k w jakiś sposób nie zablokuje Alistara – może być podobnie. W innym wypadku ucierpi nie tylko plan na grę pomarańczowo – czarnych, ale też pewność siebie szwedzkiego supporta.

 

W całej swojej przewidywalności Fnatic ma kilka asów z rękawa, którymi może zaskakiwać rywali. Nie oznacza to wcale, że pojawi się nowość na miarę Jihna z IEM Katowice. Febiven jest z jednym niewielu mid lanerów, którzy w obecnej mecie czują się dobrze z takimi postaciami jak Zed czy Kassadin.

Półfinałowy pojedynek będzie starciem pomiędzy jedną z najszybszych drużyn w Europie (średni czas gry w playoffach – 34 minuty) oraz powolnego i przystosowawczego H2k Gaming (ponad 42 minuty średniego czasu gry). Paradoksalnie to H2k Gaming ryzykuje więcej. Zanim prowadzony przez Yoo "Ryu" Sang-wooka opancerzony transporter z największymi gwiazdami League of Legends w środku zdoła się rozpędzić, to może być już po zawodach.

 

Przeciągane w nieskończoność gry lubią się też mścić. Doskonałym przykładem jest sytuacja z półfinałowej serii, gdy jedno zagranie Maurce'a "Amazinga" Stuckenscheidera odwróciło przebieg całego pojedynku H2k i Origen. W późnej fazie gry, gdy czasy oczekiwania na odrodzenie po śmierci są dłuższe, popełniane przez zawodników błędy mszczą się ze zdwojoną siłą.

 

Na szczęście H2k Gaming popełnia ich bardzo mało. Szeroki wachlarz opanowanych kompozycji drużynowych, wyczucie czasu w przejmowaniu inicjatywy, pozycjonowanie w teamfightach, perfekcja w kontrolowaniu wizji na mapie i umiejętność przechytrzenia przeciwników w fazie picków i banów – to składniki na kompletną drużynę League of Legends.

 

Jeśli dodamy do tego pewność siebie Jankosa, mechaniczne umiejętności Forg1vena, umiejętność przejmowania inicjatywy Vandera i spokój Odoamne, to powstaje prawie perfekcyjna drużyna Legeue of Legends. H2k potrzebuje tylko zagrać na sto procent swoich możliwości, a jest w stanie wygrać z każdym.

 

Jeśli tylko jeden zawodnik mógłby rozegrać zawody życia, to najlepiej dla H2k żeby był to Forg1ven. Grecki ADC jest przerażająco efektywny podczas wczesnej fazy gry i świetnie ustawiony pod jej koniec. Statystyki mówią same za siebie. 76.6% udziału w zabójstwach, 11.2 minionów na minutę i 636 obrażeń na minutę. To ścisła czołówka światowego League of Legends między innymi dlatego, że Forg1ven jest głównym egzekutorem wyroków wydawanych przez H2k Gaming. Nie ma w Europie drugiego strzelca, który zabierałby aż tak dużą część z całkowitego złota zdobytego przez drużynę.

 

Fakt, że H2k Gaming wybiera powolne kompozycje wcale oznacza, że drużyna całkowicie odpuszcza wczesną fazę gry. Jankos i jego koledzy z zespołu niszczą wieżę jako pierwsi w 80% przypadków, a w 60% swoich meczów zdobywają pierwszego smoka. To ma też zastosowanie przy zdobywaniu wizji i pozbawianiu ich przeciwników. H2k stawia 4.2 warda na minutę i czyści aż 33% z tych postawionych przez rywali. To najwięcej ze wszystkich drużyn LCS.

 

Lepsza koordynacja, swobodniejszy draft, dominowanie pod względem wizji, wzajemne zrozumienie poszczególnych zawodników i umiejętności indywidualne działają na korzyść H2k. Biorąc pod uwagę możliwość wyeliminowania sporej części potencjału Fnatic już na etapie banowania postaci (Alistar, Nidalee), H2k nie powinno mieć problemów z kontrolowaniem rozgrywki.

 

Oczywiście zakładając, że Fnatic nie wybierze kompletnie zaskakujących postaci. Skoncentrowane na wczesnej fazie gry i walkach drużynowych Fnatic ma ze sobą tylko swoją nieprzewidywalność. To może okazać się złotą kartą albo wilczym biletem.

 

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że Jankos i Vander zajmą trzecie miejsce w wiosennym sezonie europejskich rozgrywek League Championship Series. Stawiam na wynik 3-1 dla H2k Gaming i ostateczne potwierdzenie światowych aspiracji drużyny z Polakami w składzie.