Cunningham liczył na swoją siłę, jakby przez moment zapominając, że to Głowacki dysponuje znacznie silniejszym uderzeniem. Amerykanin przekonał się o tym już w drugiej rundzie, kiedy to dwa razy w ciągu kilkunastu sekund lądował na deskach. Później sytuacja powtórzyła się jeszcze w rundzie dziesiątej i dwunastej, więc sędziowie nie mogli mieć wątpliwości.

Polakowi w końcówce zabrakło trochę sił, lecz i tak był groźny. Ostatecznie Głowacki wygrał jedgnołośnie na punkty i zaliczył skuteczną, pierwszą obronę tytułu mistrza świata WBO w kategorii cruiser. Jak pokazały statystyki to Cunningham częściej atakował głowę rywala, miał też lepszą skuteczność, lecz to Polak wyprowadził więcej ciosów.