Pindera: O dwóch takich, którzy biją

Sporty walki
Pindera: O dwóch takich, którzy biją
fot. Polsat Sport

I brutalnie nokautują, czyli o Giennadiju Gołowkinie i Romanie Gonzalezie, którzy dziś w nocy bronią mistrzowskich tytułów w Kalifornii.

The Forum w Inglewood, to wspaniały bokserski obiekt, w sam raz dla takich Kozaków jak urodzony w Kazachstanie „GGG”, król wagi średniej i „Czekoladka” z Nikaragui, dominator najlżejszych kategorii. Trudniejsze zadanie powinien mieć „Chocolatito” najlepszy dziś pięściarz bez podziału na kategorie wagowe. 28 letni Gonzalez (44-0, 38 KO) po raz czwarty broni tytułu mistrzowskiego organizacji WBC w wadze muszej. Wcześniej był czempionem dwóch lżejszych kategorii, słomkowej i papierowej. W muszej też nie ma sobie równych i mało prawdopodobne, by Portorykańczyk McWilliams Arroyo zmienił ten stan rzeczy, choć bokserem jest znakomitym. Podobnie zresztą jak jego brat bliżniak, McJoe Arroyo, mistrz  świata wagi junior koguciej. McWilliams też mógł być już mistrzem świata organizacji IBF (musza), ale sędziowie uznali go za pokonanego w walce z Amnatem Ruenroengiem, którą stoczył na terenie rywala, w Tajlandii.

 

Jakie wobec tego ma szanse w starciu z „Chocolatito” ? Moim zdaniem żadnych, i to nie tylko dlatego, że Roman Gonzalez, to mój ulubieniec. Wielki, mały mistrz z Nikaragui jest po prostu ringowym fenomenem, co zresztą oddaje w pełni bilans jego zawodowych pojedynków. Umie wszystko, a przy tym bardzo mocno bije z obu rąk. Jego defensywa jest precyzyjna, a szybkość i różnorodność zadawanych ciosów zdumiewająca. Warto też zwrócić uwagę na pracę nóg największego dziś mistrza najlżejszych kategorii, to w jaki sposób skraca ring, z jakich kątów uderza. Mówiąc krótko oglądanie Gonzaleza, to czysta przyjemność.

 

Podobnie zresztą, jak Gołowkina, którego walki miałem już okazję komentować na igrzyskach w Atenach (2004), gdzie sięgnął po srebrny medal kat. 75 kg. Nie zrobił wprawdzie wtedy na mnie tak piorunującego wrażenia jak Andre Ward, mistrz wagi półciężkiej (81 kg), ale klasę pokazał, szczególnie w półfinałowym, zwycięskim pojedynku z Andre Dirrellem.

 

Teraz jednak Gołowkin, to zupełnie inna postać niż wtedy. Szokująca jest jego siła i użytkowa technika. Mówił mi o tym między innymi Wiaczesław Głazkow, pod koniec ubiegłego roku, gdy był gościem na gali w Białymstoku. Zdaniem Ukraińca, Gołowkin bije jak pięściarz wagi ciężkiej, co samo w sobie jest wybrykiem natury.

 

Jego rywal, Dominic Wade (18-0, 12 KO) wierzy wprawdzie w wygraną i przy każdej okazji powtarza, że jest gotowy, by sprawić sensację, a jego menedżer Jerry Vines krzyczy, że dziś w nocy (polskiego czasu) bokserski świata stanie na głowie, ale to tylko słowa. Mieszkaniec Largo w stanie Maryland nie ma argumentów, by postraszyć Gołowkina. Zgoda, jest niepokonany, był solidnym amatorem, potrafi mocno uderzyć prawą ręką (walczy z normalnej pozycji), ale w starciu z „GGG” będzie bezbronny. Gołowkin musiał z nim walczyć, by nie stracić jednego z pasów, ale Kazachowi w głowie tkwi teraz Saul Alvarez. O tym pojedynku mówi się coraz głośniej, najpierw jednak Meksykanin musi pokonać 7 maja w T-Mobile Arena w Las Vegas Amira Khana. Później zapewne rozpoczną się rozmowy z „GGG”. Z jaki skutkiem tego nikt nie wie.

 

- Jestem przekonany, że Alvarez nie ucieka od takiej walki, ale być może jego promotor, Oscar De La Hoya będzie jej unikał zdając sobie sprawę jakim jest zagrożeniem dla „Canelo” – mówi Gołowkin.

 

Kazach ma jasno sprecyzowane cele: chce zunifikować wszystkie cztery pasy w wadze średniej i pobić rekord obron(20) należący do Bernarda Hopkinsa. Walka w Forum będzie dla Gołowkina 16 obroną. Wcześniejsze 15 wygrał przez nokaut. Ma nadzieję, że kolejne, potrzebne do pobicia rekordu Hopkinsa, również zakończy przed czasem. I znając jego możliwości, jest to bardzo prawdopodobne.

Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze