Dla obu drużyn Puchar Anglii był możliwością na uratowanie średniego sezonu. Faworytem był oczywiście Manchester United, zwłaszcza że Everton przystępował do tego meczu po klęsce 0:4 w derbach miasta przeciwko Liverpoolowi. Początek pokazał jednak, że to nie ma żadnego znaczenia, a podopieczni Roberto Martineza wyszli bardzo zmotywowani.

Uprzedzając fakty - to nie był dzień najlepszego strzelca Evertonu Romelu Lukaku. W skrócie: Belg miał mnóstwo okazji na zdobycie bramki, lecz raz piłkę z linii bramkowej wybił wracający z drugiej strony boiska Wayne Rooney, później strzał z rzutu karnego obronił David de Gea, następnie jakimś cudem Marouane Fellaini wyrósł spod ziemi i wybił mu piłkę, kiedy ten był kilka metrów od bramki...

To właśnie Fellaini strzelił gola na 1:0, wykorzystując przytomnie dogranie Anthony'ego Martiala. W drugiej części - jak już wspominaliśmy - Lukaku nie wykorzystał rzutu karnego, ale kwadrans później Chris Smalling trafił do własnej siatki. Druga połowa należała do Evertonu, który momentami dominował "Czerwone Diabły". Ostatnie słowo należało jednak do United. Kiedy wszyscy szykowali się do dogrywki, nieco szczęśliwie do sytuacji sam na sam z bramkarzem doszedł Martial i precyzyjnym strzałem zapewnił Manchesterowi finał Pucharu Anglii!

W drugim półfinale Crystal Palace zmierzy się z Watfordem.

 

Everton - Manchester United 1:2 (0:1)

Bramki: Smalling 75 (sam.) - Fellaini 34, Martial 90+3.

Everton: Robles - Besic, Stones, Jagielka, Baines - McCarthy, Gibson (90+4 Mirallas) - Lennon (70 Deulofeu), Barkley, Cleverley - Lukaku.

Manchester United: De Gea - Fosu-Mensah (62 Valencia), Smalling, Bling, Rojo - Carrick - Lingard, Fellaini (87 Herrera), Rooney, Martial - Rashford.

Żółte kartki: Barkley - Rooney, Herrera, Martial.