Masakra jaką urządzili sobie piłkarze Barcelony w środku tygodnia ( 8:0 z Deportivo La Coruna) pokazała, iż ”Duma Katalonii” przezwyciężyła już kryzys. Spadek formy niesie jednak za sobą żniwa i powoduje, że Barca musi wygrać wszystkie mecze do końca sezonu. Rywale z madryckich ekip czekają tylko na potknięcie Katalończyków.

 

Tym razem na Camp Nou przyjechał Sporting Gijon, który walczy o trzymanie. Pierwsze minuty to prawdziwy napór na bramkę gości. Worek z bramkami otworzył Messi, ale warto zaznaczyć, że fatalny błąd przy trafieniu Argentyńczyka popełnił bramkarz Sportingu Pichu Cuellar.

 

Podopieczni Luisa Enrique nie forsowali tempa. Od czasu do czasu Messi pięknym podaniem uruchamiał Neymara, ale u Brazylijczyka zawodziła skuteczność. Pod koniec pierwszej połowy miała miejsce dość kontrowersyjna sytuacja. Zdaniem gości Gerard Pique zagrał ręką w polu karnym. Arbiter jednak karnego nie podyktował.

 

To nie był wieczór Neymara, który marnował okazje za okazją. Strzelił za to Suarez, któremu podawał Andres Iniesta. I w tym przypadku nie obyło się bez  małego skandalu. Urugwajczyk w momencie podania był na minimalnym spalonym.

 

Dominacja Barcelony nie podlegała dyskusji. W 73. minucie za zagranie ręką w polu karnym arbiter odgwizdał rzut karny. Do piłki podszedł Suarez i zdobył 32. bramkę w tym sezonie Primera Division. Tym samym wskoczył on na pozycję lidera w klasyfikacji strzelców, wyprzedzając Cristiano Ronaldo. Po chwili druga jedenastka dla katalończyków. Znowu Urugwajczyk i znowu gol. W 86. minucie kolejny karny. Tym razem podszedł Neymar i również trafił. Wynik ustalił Suarez zdobywając 34. bramkę w tym sezonie w lidze hiszpańskiej. Barcelona pożegnała kryzys. 14 barmek w dwóch meczach mówi samo za siebie.


FC Barcelona - Sporting Gijon 6:0 (1:0)

Bramki: Messi 13', Suarez 63', 74'-karny, 77'-karny, 88', Neymar 85'-karny