Pawłowski: Sukces Korony to będzie też mój sukces

Piłka nożna
Pawłowski: Sukces Korony to będzie też mój sukces
fot. Cyfrasport
Bartłomiej Pawłowski

Nie uważam, że Korona musi się bić tylko o utrzymanie. Zabrakło nam tylko jednego punktu, żeby grać o mistrzostwo Polski. Były dwa mecze w rundzie wiosennej, kiedy prowadziliśmy 2:0, a mimo to przegrywaliśmy. Wystarczyłby w tych dwóch spotkaniach jeden punkt i dziś gralibyśmy z Legią, Lechem czy Lechią - mówi Polsatsport.pl skrzydłowy Korony Kielce Bartłomiej Pawłowski.

Łukasz Majchrzyk: Korona sama sobie sprawiła problemy? Mieliście w tym meczu wszystko w swoich rękach, tylko skuteczności zabrakło.

Bartłomiej Pawłowski: Nie pamiętam meczu Korony, w który mielibyśmy aż tak wiele sytuacji podbramkowych. Zawsze czegoś brakowało, paru centymetrów, odrobiny szczęścia. Mieliśmy nawet rzut karny. Mamy tylko jeden punkt, więc raczej myślimy o remisie z Górnikiem Łęczna jak o stracie dwóch punktów.

Po spotkaniu z Termalicą i remisie 0:0 mówił pan dokładnie odwrotnie: "zdobyliśmy punkt, a nie straciliśmy dwa".

Tak się tamten mecz układał, że trzeba się było cieszyć z remisu. Jeżeli chodzi o jakość gry to zasłużyliśmy na zwycięstwo z Łęczną, ale popełniliśmy kilka błędów i skończyło się remisem.

Jeśli się walczy o utrzymanie, to szczęście nie ma znaczenia? Raz los coś da, jak w Niecieczy, gdzie zawodnik gospodarzy spudłował z pięciu metrów, a raz coś zabierze i koniec końców liczą się umiejętności?

Piłka nigdy nie wpadnie sama do bramki, trzeba sobie zasłużyć na to. Dlatego tym bardziej boli, jeśli zabraknie 1 procenta, żeby już na samym finiszu trafić do bramki.

Pan miał w pierwszej połowie meczu z Łęczną doskonałą sytuację, po przerwie podawał pan do kolegów, a może można już było strzelać? Nie przedobrzył pan kilka razy?

Gram na takiej pozycji, że muszę podawać piłkę kolegom z pierwszej linii. Dogrywałem nieźle, sam spudłowałem, więc rozumiem. Piłka o centymetr się przesunęła na bucie? Gdybać mogę zawsze, może mogłem strzelać szybciej, może mogłem nie podawać? Teraz przed nami Wisła Kraków.

Jest protest kibiców, przez cały mecz była cisza, ale na sam koniec niektórzy fani się unieśli i nieprzyjemne okrzyki poleciały w waszą stronę.

Rozumiem ludzi, którzy przychodzą i bardzo im zależy na tym, żeby każdy mecz kończył się zwycięstwem. Nie przepadam za takimi prowokacjami. Czasami padają różne, grube słowa. Chyba nikomu jeszcze taka "motywacja" nie pomogła. Rozumiem, że piłka nożna przynosi emocje - mam nadzieję, że zawsze pozytywne.

 

Pan powiedział w jednym z wywiadów, że krytyka pana wkurza. Chodziło o kibiców czy dziennikarzy?

 

Tu nie chodzi o to, kto mówi, ale co i jak? Są dwa rodzaje krytyki: konstruktywna i ocenieniae piłkarza za to, jak się prezentował. Za to się dostaje noty, a czasami siada na ławce i czasami trzeba zaakceptować. Mogą też być wyzwiska i tego nigdzie się nie słucha przyjemnie. Nawet na ulicy takie zachowanie jest bardzo nisko oceniane i wolałbym, że nie było tego na naszych stadionach. Rozumiem emocje ludzi, ale wolałbym, żeby je inaczej wyrażali.

 

Wasze umiejętności mogą sięgnąć chyba wyżej niż tylko miejsc 9-16 w ekstraklasie?

 

Nie uważam, że Korona musi się bić tylko o utrzymanie. Zabrakło nam tylko jednego punktu, żeby grać o mistrzostwo Polski. Były dwa mecze w rundzie wiosennej, kiedy prowadziliśmy 2:0, a mimo to przegrywaliśmy. Wystarczyłby w tych dwóch spotkaniach jeden punkt i dziś gralibyśmy z Legią, Lechem czy Lechią.

 

Pan czuje już, że odżył po zawirowaniach?

 

Jestem w fajnym miejscu, gdzi na mnie postawiono i ja chcę to zaufanie spłacać. Dobry wynik Korony, to także dobry wynik mój, bo piłkarz zawsze promuje się przez wyniki zespołu.

 

Wreszcie spokój?

 

Byłem już w wielu klubach, ale jeśli miałbym powiedzieć, gdzie mi nie poszło, to najwyżej w dwóch miejscach. Sprawdzam się i zawsze, kiedy szukam nowego klubu, to raczej o propozycje nie muszę się martwić. Nie muszę schodzić poniżej pewnego poziomu, zawsze gram w ekstraklasie. Chcę iść oczywiście, coraz wyżej, do lepszych klubów. Ten sezon pokazał, że się odbudował fizycznie i mentalnie.

 

Jednym z tych klubów była Malaga?

 

Nie uważam tak. Chociaż nie zagrałem zbyt wielu spotkań, to Malaga po sezonie chciała mnie pozyskać. Z perspektywy czasu mogę ten pobyt zaliczyć do udanych, bo kiedy wracałem do Polski to była jednak gorycz. Niestety, Widzew zażądał zbyt dużych pieniędzy.

Łukasz Majchrzyk, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze