Radio Polsat Sport: Oprawa finału Pucharu Polski nie jest gorsza niż u Niemców

Piłka nożna

Finał Pucharu Niemiec widziałem z bliska kilkanaście razy, widziałem skupienie mediów, stadion zapełniony do ostatniego miejsca i chwałę, jaką zdobywają uczestniczy. Polacy też w tych finałach grywali i wzbierała we mnie zazdrość, bo to się działo 80 kilometrów od granicy z Polską.

Przemysław Iwańczyk: Lech Poznań kontra Legia Warszawa, czyli powtórka finału sprzed roku, kiedy Legia wygrała. Superpuchar - zwycięstwo Lecha, pierwszy mecz ligowy - zwycięstwo Lecha. Potem dwa razy wygrała Legia. Jak widzicie szanse obu drużyn w tym spotkaniu?

Roman Kołtoń: Dla mnie finał Pucharu Polski to jest spełnienie marzeń dziennikarza. W latach 90. widać było ogromną dysproporcję jak Niemcy celebrują finał Pucharu, a jak Polacy. Finał Pucharu Niemiec widziałem z bliska kilkanaście razy, widziałem skupienie mediów, stadion zapełniony do ostatniego miejsca i chwałę, jaką zdobywają uczestniczy. Polacy też w tych finałach grywali i wzbierała we mnie zazdrość, bo to się działo 80 kilometrów od granicy z Polską.

P.I.: Mieliśmy inną infrastrukturę.

R.K.: To dla mnie nie jest argument do końca trafiony, bo było niesamowicie dużo chaosu, przypadkowości i głupoty przy organizacji tego wydarzenia w Polsce. Mnie to doprowadzało do szewskiej pasji. Kolejni prezesi: Marian Dziurowicz, Michał Listkiewicz i Grzegorz Lato nie radzili sobie z tym zadaniem. Lecieliśmy kiedyś na finał Ligi Mistrzów i tym samym samolotem leciał prezes Lato, a odpuścił sobie finał Pucharu Polski w Bydgoszczy. Jak prezesa PZPN może nie być na finale PP? To świadczyło o totalnym lekceważeniu. Zbigniew Boniek zmienił oblicze Pucharu Polski, bo ustalił czytelną formułę, dopieszczoną przez partnera telewizyjnego. Wybrał stałą datę 2 maja i miejsce czyli Stadion Narodowy. To jest zupełnie inne życie.

P.I.: Mam wrażenie, że na plus zmienili się też odbiorcy piłki nożnej w Polsce. Co drugi koniec PP kończył się kiedyś rozrubą: Bydgoszcz, Bełchatów, w latach 90. Warszawa i finał między Legią a ŁKS Łódź. Tutaj potrzeba dojrzałości ze wszystkich stron.

Paweł Wójcik: Roman wspomniał o postawie prezesów PZPN, ale ten Puchar był jeszcze gorzej traktowany przez trenerów i piłkarzy, dla których to było zło konieczne. Pomysł ze Stadionem Narodowym jest genialny, bo frekwencja po raz kolejny będzie wysoka - kibiców nie będzie tylko w sektorach buforowych.

 

P.I.: Rozmieniano to na drobne jeszcze rozgrywkami Pucharu Ligi.

P.W.: Momentami tego się nie dawało oglądać, gdy trenerzy, żeby oszczędzać piłkarzy na ligę, wystawiali drugi, a nawet trzeci skład i grali chłopcy, mający po 17 lat.

Marian Kmita: Podzielam optymizm Romana i uważam, że wykonano kroki siedmiomilowe w rozwoju Pucharu Polski. Jest to proces powolny i każdy z sezonów jest inny. W tej chwili trwa poważna walka między PZPN a właścicielami klubów, żeby w napiętym kalendarzu znaleźć odpowiednie miejsce i nie negocjować co roku terminu rozegrania finału PP. Droga do pozycji Pucharu Polski, porównywalnej do Pucharu Niemiec czy Anglii jest jeszcze bardzo daleka. Wiadomo, że Błękitni Stargard marzyli, żeby zagrać na Stadionie Narodowym i oni przywrócili legendę PP z lat 60., gdy grali np. Czarni Żagań. Z pucharem nie było najgorzej w latach 60. i 70. Może to trofeum nie było specjalnie hołubione, ale miało swoje bardzo solidne miejsce w kalendarzu.

 

Cała rozmowa w Radio Polsat Sport w załączonym materiale wideo.

Przemysław Iwańczyk, Roman Kołtoń, Paweł Wójcik, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze