Bełchatowianie nie mieli najmniejszych problemów z wywalczeniem brązowego medalu. Po dwóch zwycięstwach we własnej hali 3:0 także w Gdańsku gładko pokonali Lotos Trefl 3:0.

"Muszę przyznać, że dawno nie brałem udziału w tak jednostronnej rywalizacji. Cieszę się, że poszło nam tak gładko, bo w poprzednim sezonie męczyliśmy się w pięciu spotkaniach, a teraz wszystko rozstrzygnęło się w trzech meczach. Dzięki temu będę miał teraz przed kadrą pięć dni wolnego" - dodał Kłos. Niespełna 27-letni siatkarz podkreślił, że o sukcesie jego zespołu przesądziły dwa elementy.

"Nie ulega wątpliwości, że generalnie zagraliśmy dobrze, ale kluczem do zwycięstwa był nasz serwis, który ustawił wszystkie spotkania i to dzięki niemu pokonaliśmy gdańszczan. Poza tym świetnie spisywał się nasz rozgrywający. Nico Uriarte grał na kompletnym luzie i znakomicie realizował wszystkie swoje fantazyjne pomysły" - ocenił.

Niewiele brakowało, aby PGE Skra rywalizowała z Zaksą Kędzierzyn-Koźle o tytuł mistrza Polski, ale w ostatnim meczu sezonu zasadniczego straciła we własnej hali seta w konfrontacji z BBTS Bielsko-Biała i zamiast niej w finale znalazła się Asseco Resovia Rzeszów.

"To był dziwny system, bo mieliśmy trzy zwycięstwa więcej od Asseco, ale ostatecznie o wszystkim decydowały sety i jedna przegrana partia sprawiła, że nie awansowaliśmy do finału. Każdy znał jednak te zasady przed sezonem, a poza tym przyczyn naszej absencji w meczach o złoto nie upatrywałbym tylko w spotkaniu z BBTS. Ten set miał decydujące znaczenie, ale wcześniej przytrafiło nam się kilka wpadek, jak chociażby 0:3 na wyjeździe z Lotosem Trefl, a zwłaszcza u siebie też 0:3 z Łuczniczką Bydgoszcz. Jeśli chcemy walczyć o mistrzostwo takie porażki nie powinny nam się zdarzyć. Trzeba było zrobić jak Zaksa, która szybko odskoczyła wszystkim drużynom i później tylko patrzyła, co dzieje się za jej placami. A teraz jest na ostatniej prostej w wyścigu po złoty medal" - zauważył.

Po wygraniu trzeciego meczu siatkarze PGE Skry zostają jednak w Gdańsku i dopiero w środę rano pojadą do domu. "Liczyliśmy się z tym, że możemy przegrać trzecie spotkanie i dlatego mamy zarezerwowany hotel na kolejną noc. Czy będzie impreza? Nie wiem, czy jest co świętować. Zawsze lepiej zająć oczywiście trzecie niż czwarte miejsce, ale pewien niedosyt pozostał i aż tak wesoło nam nie jest" - podsumował Kłos.