Pindera: Mam nadzieję, że słowa Świderskiego to prowokacja

Siatkówka

Emocji w finałowych meczach Zaksy Kędzierzyn Koźle z Resovią Rzeszów było tyle co kot napłakał. 9:0 w setach mówi wszystko.

Nie chce się wierzyć, ale to prawda: jeszcze nigdy w historii tych rozgrywek nie było takiego lania. Broniący mistrzostwa Polski siatkarze Asseco nie mieli nic do powiedzenia zarówno w spotkaniach wyjazdowych, jak i tym jednym, jedynym u siebie na Podpromiu. Można więc powiedzieć, że tytuł dostał się w dobre ręce, choć pozostaje niedosyt, bo nie tego się spodziewaliśmy, nawet jeśli weźmiemy pod uwagę nierówną grę Resovii (znaczoną wieloma porażkami) w sezonie zasadniczym.

 

Nie ulega wątpliwości, że Zaksa prowadzona przez włoskiego trenera Ferdinando de Giorgi pokazała klasę godną mistrzostwa Polski, który wywalczyła po 13 latach. W tamtej drużynie grał Sebastian Świderski, poprzednik „Fefe”, a dziś prezes Zaksy, był w niej Paweł Papke, obecny sternik PZPS, a prowadził ją Waldemar Wspaniały, były trener naszej narodowej reprezentacji.

 

Obecna Zaksa, to autorski pomysł de Giorgiego, byłego rozgrywającego reprezentacji Włoch, z którą trzykrotnie zdobywał mistrzostwo świata, później cenionego trenera nie tylko włoskich kubów. W Zaksie, to on wybierał graczy, to on ustalał kto gra i jak ma grać. Ta drużyna nie miała słabych punktów. Dowodził nią na boisku Benjamin Toniutti, reprezentacyjny rozgrywający „Trójkolorowych”, a wspomagał go na lewym skrzydle kolega z tego zespołu, drugi klasowy Francuz w Zaksie, Kevin Tillie. Strzałem w „10” było ściągnięcie do Kędzierzyna Koźla, młodego Belga, Sama Deroo. Tracił na tym niewątpliwie nasz mistrz świata, Rafał Buszek, ale do nikogo pretensji mieć nie może.

 

W ataku z meczu na mecz coraz lepiej spisywał się inny polski mistrz globu, Dawid Konarski, z czego najbardziej zadowolony powinien być Stephan Antiga. Zmiennik Bartosza Kurka w narodowym zespole przyćmił go w finałowej rywalizacji. Na środkowych Zaksy też nikt nie może powiedzieć złego słowa: Jurij Gładyr, Łukasz Wiśniewski (kontuzjowany przed finałem) i Patryk Czarnowski robili, to co do nich należało. No i Paweł Zatorski, jeden z najlepszych libero na świecie, który bardzo wydatnie przyczynił się do pierwszego mistrzowskiego tytułu tej drużyny po latach.

 

Martwią tylko słowa prezesa, Sebastiana Świderskiego, który w jednym z wywiadów przed trzecim meczem z Asseco powiedział, że nie wyklucza sytuacji, że Zaksa z przyczyn ekonomicznych nie zagra w Lidze Mistrzów. Mam nadzieję, że to prowokacja, słowa skierowane bardziej do sponsorów, by sypnęli groszem, bo trudno mi inaczej je wytłumaczyć.

 

A jak wytłumaczyć słabiutką grę Resovii ? Dlaczego drużyna mająca tak stabilne zaplecze finansowe i kadrowe, ze znanymi zawodnikami w składzie przegrała tyle spotkań w sezonie zasadniczym i tak naprawdę niczego  nie wygrała ? Porażki w Final Four w Lidze Mistrzów, po równej grze można jeszcze zrozumieć, ale 0:9 z Zaksą?

 

To było przecież historyczne lanie, którego nic nie usprawiedliwia, po prostu nie było drużyny. I coś mi się zdaje, że trzeba będzie budować nową. Sporo zmian czeka też Skrę, która w walce o brązowy medal rozbiła Lotos Trefl Gdańsk. Z Bełchatowa wyjadą Facundo Conte i Nicolas Marechal, zapewne zostanie Nicolas Uriarte. A kto może przyjechać? Mówi się, że Turcję opuści Michał Kubiak, kapitan naszej reprezentacji, który w Halkbanku Ankara grał pierwsze skrzypce i zbierał wszystkie możliwe nagrody, ale może być za drogi dla naszych, nawet tych najbogatszych klubów.

 

Jedno jest pewne, ledwo się skończył sezon, ledwo poznaliśmy nowego mistrza Polski już się zaczynają dyskusje o kolejnym. W Zaksie też może być problem zatrzymać najlepszych graczy (chociażby Toniuttiego), ale chyba warto, bo ten zespół już dziś stać na równą, skuteczną grę z najlepszymi nie tylko w Polsce.

Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze