Kilka dni temu kapitan Borussii Dortmund oznajmił chęć odejścia z zespołu po wygaśnięciu kontraktu i spróbowania sił w Bayernie Monachium, z którego zresztą trafił do Westfalii. Kibice wicelidera z miejsca przypomnieli sobie odejścia Mario Goetze i Roberta Lewandowskiego, zaś droga ta stała się synonimem upokorzenia: przejścia wyrózniającego się zawodnika "z małego Dortmundu do wielkiego Monachium".

Żółto-czarni w tym sezonie radzą sobie naprawdę świetnie i w końcowym rozrachunku przegrywają z Bawarczykami zaledwie minimalnie. Czy zespół Thomasa Tuchela stać jednak na kolejną stratę i wzmocnienie odwiecznego wroga? Innego zdania są oczywiście kibice, którzy są zniesmaczeni decyzją Hummelsa. Wyraz tego dali podczas zwycięskiego (5:1) meczu zespołu 32. kolejki nad VfL Wolfsburg.

 

 

Wypełniony po brzegi stadion zadbał, by zgotować swojemu kapitanowi prawdziwe piekło. Już podczas rozgrzewki opuszczającemu murawę Hummelsowi towarzyszyły gwizdy, zaś prawdziwe apogeum nadeszło, gdy jego numer i nazwisko wyczytał spiker. Najbardziej w oczy rzucał się ogromny żółto-czarny napis "Kapitan schodzi z pokładu jako pierwszy. Najlepiej - od razu!".

Mimo kapitalnego spotkania i wysokiego zwycięstwa nad trudnym przeciwnikiem odejście Niemca psuło humor aż do ostatniego gwizdka. Po nim kibice potraktowali kapitana okropnymi wyzwiskami - "Judasz" i "zdrajca" to tylko niektóre z nich. Hummels został potraktowany niemal identycznie do Mario Goetze, który do Bayernu odchodził trzy lata temu w podobnych okolicznościach. Co ciekawe - kapitan Borussii zaprzecza wszelkim doniesieniom. Jak odniesie się do zachowania fanów podczas sobotniego meczu?