Lekcja pokory dla gigantów. To nie Leicester wygrało ligę, tylko inni ją przegrali?

Piłka nożna
Lekcja pokory dla gigantów. To nie Leicester wygrało ligę, tylko inni ją przegrali?
graf. Polsat Sport

Ta historia nie miała prawa się wydarzyć. W najbogatszej lidze świata, gdzie tygodniówka gwiazdy czołówki równa się miesięcznemu budżetowi klubów środka tabeli innych lig europejskich na szczyt wszedł absolutny kopciuszek. Odpowiedzmy sobie jednak na pytanie: czy to Claudio Ranieri i Leicester oszukali przeznaczenie i wykiwali wszystkie mocarstwa, czy to im samoczynnie posypały się mury. Powodów jest co najmniej sześć.

Oczywiście, to Leicester City należy się gigantyczna zasługa za to, czego dokonał. Wszyscy kochamy przecież historie, gdzie w krainie mlekiem i miodem płynącej znalazł się malec, który pogodził wszystkich taplających się w złocie. Pieniądze w tej historii nie grają akurat większej roli, bo wszystko rozegrało się w głowach i na boisku. Wiecznie przegrany Claudio Ranieri pokazał światu, że w słowniku nie posiada wyrazu "niemożliwe", za rycerzy obierając sobie - powiedzmy sobie szczerze - mężów z przypadku. Za końcowy triumf Leicester City bukmacherzy płacili w stosunku pięć tysięcy do jednego i co ciekawe: znalazły się osoby, które zakład postawiły. A wśród nich nawet... Szeregowiec Ryan.

Jak wytłumaczyć bowiem wyższość wartego 400 tysięcy Riyada Mahreza nad Sanchezem, Hazardem i Matą, jak wytłumaczyć zamurowaną przez Kaspera Schmeichela bramkę na kilkaset minut strzeżoną przez ludzi niechcianych w Manchesterze United i... Stoke, jak nazwać blisko ćwierć setki bramek zdobytych przez faceta, który jeszcze pięć lat temu kopał się w czoło na siedmioligowych boiskach i mógłby śmiało być bohaterem jednego z odcinków popularnego programu "Kartofliska"? Powodów pewnie jest więcej, jednak my pod lupę weźmiemy sześć. Sześć, bo co najmniej tylu gigantów odbierze lekcję pokory od zesłanego przez los kopciuszka. Korepetycje, na jakich jeszcze nigdy nie byli.

Po pierwsze: Chelsea

Odpowiedź, co stało się zawodnikom mistrza Anglii na początku bieżącej kampanii zna chyba tylko Barcelona, która w kilka dni zamieniła się z piłkarskiego King Konga w bezbronną muchę, trwoniąc gigantyczną przewagę ligową, a na dokładkę odpadając z Ligi Mistrzów. Jak oni mogli tak grać? Jose Mourinho praktycznie nie tknął zwycięskiej jedenastki z sezonu 2014/2015, dołożył do niej kilka elementów, a cały mechanizm po prostu stracił ważność, wypadł z orbity.

Najlepszy piłkarz ligi nagle zapomniał, jak się strzela i aż do zeszłego tygodnia pozostawał bez ligowego gola, najtwardsza angielska defensywa wpuszczała pod swoją bramkę niemal każdego chętnego, a dziecinadę odstawiali tacy weterani jak John Terry i Branislav Ivanovic. "Stołek" stracił Jose Mourinho, a zespół dryfował gdzieś obok strefy spadkowej. Kompletna anomalia: zespoły ubrane na niebiesko po prostu zamieniły się miejscami. Zabawne, że ta sama Chelsea koronowała nowego mistrza Anglii odbierając punkty Tottenhamowi. Tak fatalnie wyglądający Hazard przypieczętował mistrzostwo Lisów pięknym okienkiem dokładnie rok po tym, jak na tron posadził swój zespół samemu dzierżąc królewskie berło.

Po drugie: Manchester City

Zbudowany za kosmiczne pieniądze zespół tracił w tych rozgrywkach formę częściej niż grunt pod nogami Stanisław Tym w kultowym "Misiu". Pięćdziesiąt milionów na Sterlinga okazało się wyrzuceniem góry pieniędzy w błoto, rozregulował się mózg zespołu w postaci Davida Silvy, najbardziej jadowite żądło w osobie Aguero imponowało tylko momentami, a w defensywie zbudowanej za kwotę zbliżoną do stu milionów często panował kabaret.

The Citizens imponujące występy przeplatali fatalnymi wpadkami, a ten chyboczący się bez składu i ładu wózek ciągneli Kevin de Bruyne i młodziutki Kelechi Iheanacho. Ostatni sezon Pellegriniego ratuje i tłumaczy chyba tylko rekordowy progres w Lidze Mistrzów, bo walczyć z Realem Madryt jak równy z równym o finał tych elitarnych rozgrywek to nie lada honor.

 

Hubert Chmielewski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze