Po pierwszym gładkim zwycięstwie, tym razem "Wojownicy" musieli się wspiąć na wyżyny swoich umiejętności. Występujący wciąż bez kontuzjowanego Stephena Curry'ego gospodarze spotkanie zaczęli słabo i na początku drugiej kwarty przegrywali już różnicą 17 punktów.

 

Ostatnia część gry rozpoczęła się przy prowadzeniu Trail Blazers 87:76, jednak w tym momencie świetnie funkcjonująca ofensywa gości kompletnie się zacięła. Damian Lillard po trzech kwartach miał na koncie 25 punktów, ale swojego dorobku już nie poprawił. Przez ostatnie dziewięć minut zespół z Oregonu trafił tylko trzy rzuty z gry.

 

Warriors takich problemów nie mieli. Twarda obrona ułatwiła im zdobywanie punktów z kontrataków. Na pierwsze prowadzenie w meczu wyszli, gdy do końca pozostawało 5.33 min, a później nawet na moment nie zwolnili tempa. Ostatnią kwartę wygrali 34:12. Najlepszy w ich szeregach był Klay Thompson - 27 punktów. Draymond Green dołożył 17 i miał jeszcze 14 zbiórek, siedem asyst i cztery bloki.

 

- Wszystko zaczęło się od odpowiedniej koncentracji. W czwartej kwarcie skupiliśmy się zarówno na obronie jak i ataku. Walczyliśmy z zaangażowaniem i udało się odnieść zwycięstwo - powiedział Thompson.

 

- Przez trzy kwarty graliśmy naprawdę dobrze. Pokazaliśmy, że możemy z nimi rywalizować jak równy z równym. To rozczarowujące kiedy przegrywasz mecz, choć czwartą kwartę zaczynasz z taka przewagą. Powinniśmy byli ich dobić, ale zmarnowaliśmy okazję. Musimy wyciągnąć z tego lekcję - przyznał trener Trail Blazers Terry Stotts.

 

Dwa następne mecze - w sobotę i poniedziałek - odbędą się w Portland.

 

Mnóstwo emocji było w innym wtorkowym meczu. W pierwszym spotkaniu półfinału Konferencji Wschodniej koszykarze Toronto Raptors podejmowali Miami Heat.

 

Kiedy na 10 sekund przed końcem regulaminowego czasu gry zespół z Florydy wygrywał sześcioma punktami wydawało się, że już jest po meczu. Gospodarzom w niesamowitych okolicznościach udało się jednak wyrównać. Na ostatnią akcję mieli dokładnie 3,3 s, a grę wznawiali pod własnym koszem. Piłka trafiła do Kyle'a Lowry'ego, który rzutem z połowy boiska doprowadził do dogrywki.

 

W niej Raptors nie poszli jednak za ciosem. Przez blisko cztery minuty nie potrafili zdobyć nawet punktu i ostatecznie ulegli 96:102. Heat do zwycięstwa poprowadził duet Goran Dragic - Dwyane Wade. Słoweniec zdobył 26 punktów, a Wade dołożył 24. Wśród pokonanych wyróżnił się Jonas Valanciunas. Litewski środkowy uzyskał 24 punkty i 14 zbiórek.

 

Spotkanie numer dwa zaplanowano na czwartek, również w Toronto.