Tor Le Mans to zupełne przeciwieństwo Jerez. Zamiast długich łuków dominują tutaj ostre hamowania i ciasne zakręty. Teoretycznie to idealny obiekt dla słynącego z późnego hamowania Marqueza, ale rok temu Hiszpan był we Francji dopiero czwarty. Dwa lata temu wygrał jednak po tym, jak w połowie wyścigu po błędzie musiał przebijać się ze środka stawki. Jego tempo jest więc zagadką, szczególnie w obliczu nowego dostawcy opon.

 

Ogumienie może zresztą we Francji sprawić niektórym nie lada psikusa. Z późnych i ostrych hamowań słyną także Andrea Dovizioso, który stał w Le Mans na podium rok temu oraz Maverick Vinales, który przed laty sięgnął tam po swoje pierwsze zwycięstwo w MŚ. Obaj potrzebują wyniku z uwagi na ważące się losy ich przyszłości, ale opony Michelin nie pozwalają w tym sezonie hamować tak późno, jak japońskie Bridgestone'y jeszcze rok temu. Wszystko to sprawić może, że jeżdżący dużo płynniej Lorenzo i Rossi znów będą górą. W niedzielę może się jednak okazać, że walka o zwycięstwo rozstrzygnie się na mokrym torze, a to może oznaczać wielką loterię.

 

Kontraktowa karuzela już przyniosła we Francji kolejne rozstrzygnięcia. W czwartek awans do MotoGP i dołączenie do ekipy Monster Yamaha Tech 3 potwierdził Niemiec Jonas Folger. W jego ślady chce pójść aktualny mistrz Moto2, Johan Zarco, który w ten weekend wystartuje w pośredniej kategorii przed własnymi kibicami i może być groźny. Inni szybcy Francuzi to także Loris Baz w MotoGP i Fabio Quartararo w Moto3. Wracając jednak do kontraktowych roszad, oczy wszystkich skupione są na Danim Pedrosie, który łączony jest przez najnowsze plotki z miejscem zostawionym w Yamasze przez Lorenzo. Czy te rewelacje się sprawdzą? Możliwe, że przekonamy się o tym jeszcze w ten weekend. Najpierw jednak piąty wyścig w tym sezonie...

 

Relacje z Grand Prix Francji przez cały weekend na antenie Polsatu Sport News i na Polsatsport.pl.