W zespole Jana Żurka zabrakło odpoczywającego za nadmiar kartek Aleksandra Kwieka, pojawił się za to po raz pierwszy po bardzo długiej przerwie spowodowanej kontuzją Eric Grendel. Dodatkowo szkoleniowiec Zabrzan świadomie przesunął do rezerw Pawła Golańskiego, Macieja Korzyma oraz Łukasza Madeja, tłumacząc, że ich aktualna dyspozycja nie jest na tyle dobra, aby mogli być realnym wzmocnieniem dla drużyny.

 

Piłkarze z Lubelszczyzny złapali drugi oddech po tym jak zawieszony został Jurij Szatałow. W dwóch ostatnich meczach drużynę poprowadził Andrzej Rybarski i zdobyła ona cenne cztery punkty. W sobotę także udało się uniknąć porażki, ale bezbramkowy remis w obecnej sytuacji ciężko nazwać dobrym rezultatem. Niewykorzystana przez głównych kandydatów do spadku szansa na zgarnięcie bezcennych trzech punktów jest wymarzoną informacją dla Podbeskidzia Bielsko-Biała, które w następnej kolejce przyjedzie do Łęcznej po utrzymanie.

 

W rzęsistym deszczu piłkarze obydwu drużyn starali się zdobyć gola po strzałach z dystansu, ale ich celowniki były tego dnia mocno rozregulowane. Swoistego rodzaju niechlubny rekord ustalił Jose Kante, który w meczu przeciwko Łęcznej oddał swój czterdziesty strzał na boiskach Ekstraklasy, ale żaden nie znalazł drogi do siatki. W szeregach obronnych ekipy z Zabrza bardzo niepewnym punktem od początku był Bartosz Kopacz. Wysoki stoper nie był pewny swoich interwencji i w 66' minucie sprowokował rzut karny. Do "jedenastki" podszedł Bartosz Śpiączka, ale jego intencje świetnie wyczuł Grzegorz Kasprzik, który sparował piłkę do boku. To mogła być akcja na wagę utrzymania dla Górnika Łęczna. Walka na śmierć i życie w grupie spadkowej trwa.

 

Górnik Łęczna - Górnik Zabrze 0:0 (0:0)

 

Łęczna: Prusak, Sasin, Pruchnik, Bozić, Leandro, Szmatiuk, Bednarek, Bonin (Mierzejewski 90'), Nowak, Śpiączka (Piesio 70'), Pitry (Świerczok 78')

 

Zabrze: Kasprzik, Matuszek, Kopacz, Danch, Oss, Kallaste, Przybylski, Kurzawa, Gergel (Skrzypczak 86'), Cerimagić, Kante (Steblecki 77')