Paweł Ślęzak: Czy zgodzisz się z tym, że agresja w obronie była kluczem do zwycięstwa? Nie zostawiliście dziś zawodnikom Orlen Wisły nawet centymetra wolnego miejsca.

 

Michał Jurecki: Wydaje mi się, że obrona ma w piłce ręcznej ogromne znaczenie. Czasem może nie iść w ataku, ale gdy obrona i bramkarz są w dobrej dyspozycji, można liczyć na bramki z kontrataku. Tak to wyglądało w pierwszej połowie.

 

Po dwóch minutach przegrywaliście już 0:3, ale w takich momentach poznaje się lidera. Wziąłeś odpowiedzialność na swe barki, rzuciłeś trzy bramki z rzędu i wynik był już dużo lepszy.

 

Niestety, tak czasami jest. Początek meczu zupełnie nam nie wyszedł. Tak wyszło, że akurat mi się udało te trzy bramki zdobyć. Dużo ludzi mówi, że jestem liderem, a ja po prostu wychodzę na boisko i robię to, co do mnie należy. Ja sam meczu nie wygram. Jest nas czternastu, piętnastu, czy szesnastu - bo tylu zawodników czasem gra w meczu i wszystkim należą się brawa.