Już kilka lat minęło od chwili, gdy Krzysztof Lijewski w jednym z wywiadów nazwał Michała Jureckiego "Robocopem". Od tego czasu popularny "Dzidziuś" jeszcze bardziej się rozwinął i w tym momencie trudno wyobrazić sobie bez niego reprezentację Polski i drużynę Vive Tauronu Kielce. Swoją klasę Jurecki ponownie pokazał podczas dwóch meczów finałowych o mistrzostwo Polski z Orlen Wisłą, gdy dwukrotnie był najlepszym strzelcem swojej drużyny.

- Już kiedyś ktoś powiedział, że Michał wpadł do kociołka z wywarem jak był mały i myślę, że to jest idealne odzwierciedlenie jego tężyzny fizycznej. Myślę, że wszyscy się zgodzą z tym, że Michał na swoich barkach może udżwignąć wiele rzeczy - mówi o swoim koledze z zespołu prawy rozgrywający Vive Paweł Paczkowski.

Trudno nie zgodzić się z Paczkowskim, bo Jurecki to typ urodzonego lidera. Gdy Vive po dwóch minutach sobotniego meczu z płocczanami przegrywało 0:3 piłkę w swoje ręce wziął zawodnik z numerem 5 na żółtej koszulce i praktycznie w pojedynkę dogonił zespół rywala. Z pięciu pierwszych bramek dla Vive Jurecki aż cztery zapisał na swoim koncie.

- Dużo ludzi mówi, że jestem liderem, ale ja na boisku robię po prostu to, co do mnie należy. Ja sam meczu nie wygram - jest nas czternastu, piętnastu i wszystkim należą się takie same gratulacje - powiedział sam zainteresowany po pierwszym starciu finałowym z Orlen Wisłą Płock.

Dynamika, siła i niesamowity ciąg na bramkę - to wszystko sprawia, że Jurecki na parkiecie jest niczym czołg. Zderzenie z rozpędzonym "Dzidzusiem" kończy się często kontuzją obrońcy, a sam Michał wstaje jak gdyby nigdy nic i... robi dalej to samo. Mateusz Jachlewski, który w klubie z Kielc gra od 2006 roku zna Jureckiego doskonale i wie skąd bierze się tak znakomita forma kolegi z zespołu.

- Myślę, że to jest też kwestia ciężkiej pracy, którą Michał codziennie wykonuje na siłowni czy na parkiecie. Jest silny, jest dobry w tym co robi i oby grał jak najdłużej - twierdzi Jachlewski.

Niebywała dyspozycja Jureckiego nie jest jednak dobrą informacją dla Orlen Wisły Płock. Nafciarze po dwóch starciach finałowych są bardzo daleko od złotego medalu. Przed nimi kolejne dwa mecze, tym razem w płockiej Orlen Arenie. Czy we własnej hali znajdą sposób na kieleckiego Obelixa?