Zatrważające były statystyki, które zobaczyliśmy w przerwie meczu. Żaden z zawodników przebywających na parkiecie nie zdołał rzucić choćby dziesięciu punktów. A naskuteczniejszy w ekipie Rosy Kim Adams przez dwadzieścia minut uzbierał... sześć oczek. Jak na starcie dwóch czołowych ekip ligi - bilans dramatyczny.

Początek drugiej połowy to wreszcie kilka skutecznych akcji Roberta Skibniewskiego, pierwsza w meczu (!) udana kontra, którą udało się wyprowadzić Davidowi Jelinkowi, celne rzuty z dystansu Fiodora Dmitriewa. I o ile Anwil zaczął wyglądać przyzwoicie, to jak chodzi o radomian, długo w trzeciej kwarcie godnie prezentowały się wyłącznie cheerleaderki. Na szczęście dla gospodarzy w ostatnich fragmentach tej części gry przebudził się duet Igor Zajcew - Michał Sokołowski. Co nie zmienia faktu, że u progu czwartej kwarty bariera pięćdziesięciu punktów pozostała poza zasięgiem obu zespołów.

Nieskuteczność obu zespołów wynikała też z mizernej postawy liderów. David Jelinek (Anwil), pierwszy snajper Tauron Basket Ligi oraz trzeci w klasyfikacji najskuteczniejszych C.J. Harris (Rosa) razem uzbierali w czwartkowy wieczór - uwaga - osiem (sic!) punktów.

Ostatnie minuty meczu to walka, chciałoby się napisać: kosz za kosz, ale trafniej będzie: rzut za rzut. Bo zatrważająco wiele z tych rzutów było zupełnie nieudanych. Ostatecznie w meczu, w którym poziom emocji był wyraźnie wyższy od tego sportowego Anwil wygrał 64:58. I to ekipa z Włocławka, która mimo braku kontuzjowanego Diduszki odebrała Rosie przewagę własnego parkietu jest ciut bliżej wielkiego finału. Awansuje do niego drużyna, która jako pierwsza wygra trzy mecze.


Półfinał Tauron Basket Ligi, mecz nr 1

Rosa Radom - Anwil Włocławek 58:64 (13:15, 12:14, 21:20, 12:15)
stan rywalizacji: 1-0 dla Anwilu

Rosa: Sokołowski 16, Zajcew 10, Bonarek 7, Adams 6, Thomas 5, Szymkiewicz 4, Hajrić 4, Harris 3, Jeszke 3, Schenk, Witka, Zegzuła.
Anwil: Dmitriew 15, Skibniewski 15, Chyliński 8, Tomaszek 8, Andjusić 7, Jelinek 5, Stelmach 3, Bristol 3, Diduszko.