“Idioci myśleli, że oddam pas”

Saga gali Wilder – Powietkin rozpoczęła się, kiedy tylko ogłoszono, że Rosyjski Rycerz będzie obowiązkowym rywalem Wildera. Prawie natychmiast, większość kibiców (wybaczalne) i dziennikarzy (niewybaczalne)  doszła do wniosku, że  Wilder walki nie podejmie “bo za duże ryzyko, na pewno odda tytuł”.  Były też spekulacje, że ekipa Wildera będzie wymyślac powody, dla których walka miałaby się odbyć. Jak się po raz kolejny okazało – życie przerosło kabaret.

Sam Wilder od razu powiedział, że nie ma problemu by walczyć z Powietkinem “w Moskwie, albo gdziekolwiek”, doskonale wiedząc, kto będzie zwycięzcą przetargu. Przygotowano obóz dla Wildera w angielskim Sheffield i na 21 dni przed walką, obrońca tytułu zrobił wszystko, by 21 maja obronić tytuł. I wtedy się zaczęło.

VADA nokautuje

Kiedy dr Margaret Goodman, szefowa Voluntary Anti-Doping Association (VADA), organizacji antydopingowej na której testy zgodziły się obie strony, wydała komunikat związany z wynikami testów przeprowadzonych 27 kwietnia, wybuchła bomba. Na razie mała, bo próbka numer 3969608 moczu Powietkina wykazała śladowe ilości meldonium, środka oficjalnie zakazanego dopiero od 1 stycznia 2016 roku. Tak śladowe (0,07 mikrograma), że promoter Rosjanina, Andriej Riabiński natychmiast ogłosił, że to pozostałości z dawnego, przed 2016 rokiem, przyjmowania wtedy jeszcze legalnego specyfiku.

Brzmiało to dobrze, choć wiadomo, że meldonium jest specyfikiem jakościowym (jakakolwiek dawka dyskwalifikuje), nie ilościowym (zabronione powyżej jakiegoś stężenia)…ale dobrze tylko przez 72 godziny. Wszystko dlatego, że podczas trzech poprzednich testów (także obejmujących meldonium) w dniach 7, 8 i 11 kwietnia, Powietkin… był czysty, bez nawet mikrogramów zabronionego. To była prawdziwa dopingowa bomba, obalająca teorie o Powietkinie nie biorącym meldonium w 2016 roku. Ekipa Wildera dwukrotnie przekładała lot z Sheffield do Moskwy, czekając na wydawałoby się oczywistą decyzje Sulaimana. W niedzielę rano, bilety na lot do Rosji zmieniono  na powrotne do USA.

Wilder - Powietkin przeniesione? Niby na kiedy?

Informację (to też ciekawostka), że walka została przeniesiona podał najpierw Riabiński – wyprzedzając nawet oficjalne stanowisko w tej sprawie World Boxing Council. Mauricio Sulaiman, jest od ponad roku zwolennikiem wprowadzenia zasad, mających zrobić z boksu jedna z najbardziej “czystych” dyscyplin sportowych. Jak pogodzić jego najnowszy Clean Boxing Program (Program Czysty Boks), obejmujący wyrywkowe testy pierwszej piętnastki rankingu z decyzją o tylko przeniesieniu pojedynku?   

Samego Wildera najbardziej interesuje  określenie, że walka jest “przeniesiona”. Przeniesiona? Niby na kiedy? Oświadczenie WBC mówi o “dokładnym zbadaniu sprawy, i wydaniu odpowiednich decyzji karnych”, ale wiadomo, że przeniesienie dotyczy czasu nieokreślonego. Może za trzy miesiące,  może za sześć,  może nigdy? Do tego dochodzą spodziewane (pewne) roszczenia finansowe ekipy Wildera. Kto zapłaci za przygotowania obrońcy mistrza świata, skoro w tym przypadku nie chodzi o wypadek losowy (jak kontuzja), ale o złamanie przepisów antydopingowych? Co będzie, jeśli prawnicy Wildera dojdą do wniosku, że należy im się nie tylko zwrot za obóz treningowy, ale cała suma pięciu milionów dolarów, bo tyle miał zagwarantowane w kontrakcie Deontay? Walka z ringu przeniesie się teraz z ringu do kancelarii adwokackich w Nowym Jorku i Moskwie . Straciliśmy wszyscy.