- Cieszę się bardzo, że znów zagram w Asseco Resovii, gdzie nie ukrywam czułem się bardzo dobrze. Pod względem emocjonalnym w Rzeszowie przeżyłem przed dwoma laty chyba najlepszy sezon w swojej karierze, ale takie jest życie sportowca, że różnie się te losy układają i nie żałuję decyzji o spróbowaniu sił w Biełgorodzie  – mówi Marko Ivović, który miniony sezon spędził w Rosji.

Tak jak się spodziewałem, rozgrywki są tam jeszcze bardziej wymagające niż w Polsce. Poziom jest bardzo wysoki, ale właśnie dlatego chciałem tam spróbować swoich sił i przekonać się na własnej skórze jak to wygląda. Zebrałem tam cenne doświadczenie i cieszę się, że mogłem grać w tak renomowanym klubie. To był dla mnie ciężki sezon. Przez pięć miesięcy graliśmy po dwa mecze w tygodniu, a do tego dochodziły dalekie podróże.

- Poza siatkówką właściwie nie miałem tam żadnego życia. Jestem jednak dumny, że mogłem być częścią takiej drużyny, która ma dużą renomę w siatkarskim świecie. Mimo że miewałem tam różne momenty i czasami było mi naprawdę ciężko, to uważam, że podjąłem słuszną decyzję żeby spróbować swoich sił w takim klubie.

Serbski siatkarz uważa, że jego zespół stać było na zdecydowanie lepsze rezultaty. - Na pewno pozostał niedosyt jeśli chodzi o nasze wyniki, bo stać nas było co najmniej na awans do Final Four Ligi Mistrzów i zajęcie drugiego miejsca w lidze rosyjskiej, ale przytrafiły nam się słabsze momenty, w których mieliśmy problemy z utrzymaniem poziomu gry – uważa Ivović. Serbski przyjmując uważa, ze po roku gry w Rosji czuje się lepszym zawodnikiem.

- Na pewno sporo się nauczyłem - mówi. - Oprócz przyjęcia musiałem też mierzyć się z wysokim blokiem, więc było to spore wyzwanie. Ogólnie mam wrażenie, że ten sezon pozwolił mi na poprawienie pewnych rzeczy, ale to jest oczywiście moje osobiste odczucie. O tym czy tak rzeczywiście jest przekonam się grając w tym roku w  reprezentacji i w przyszłym sezonie w klubie. Moja opinia to jedna sprawa, a tak naprawdę muszę udowodnić swoje umiejętności na boisku i tylko to się liczy – twierdzi Marko Ivović.