Na razie żadna nasza zawodniczka nie wywalczyła prawa startu na igrzyskach w Rio de Janeiro. Cztery lata temu, gdy panie debiutowały w olimpijskiej rywalizacji, mieliśmy Karolinę Michalczuk. Jedyna w historii polska mistrzyni świata nie stanęła jednak w Londynie na podium, przegrała w eliminacjach ze znakomitą Indonezyjką Mary Kom.

 

W Astanie na IX MŚ o bilet do Rio bić się będą trzy Polki: Sandra Drabik w wadze muszej (51 kg), Kinga Siwa w kategorii lekkiej (60 kg), oraz Lidia Fidura w średniej (75 kg).

 

Pozostałe trzy nasze panie: Angelika Grońska (48 kg), Aneta Rygielska (57 kg) i Hanna Solecka (69 kg) walczyć będą „tylko” o sławę i medale.

 

Od poprzednich igrzysk bowiem nic się nie zmieniło. W kobiecym boksie jest wprawdzie podobnie jak w męskim dziesięć kategorii, ale o medalach na igrzyskach mogą śnić tylko te, które walczą w trzech olimpijskich kategoriach (51kg, 60 kg i 75 kg). Nic dziwnego więc, że ścisk w tych olimpijskich wagach jest niesamowity, a bilet na igrzyska tak trudno wywalczyć.

 

 I tak w Astanie, w wadze muszej wystartuje 57 zawodniczek, w lekkiej aż 62, a w średniej „tylko” 39. A w tym towarzystwie oczywiście najlepsze z najlepszych, bo przecież na igrzyska chce pojechać każda. W tej sytuacji wiele będzie zależeć od losowania, ale szczęście to za mało. Po prostu trzeba wygrać kilka walk, by się otrzeć o marzenia.

 

Trener Paweł Pasiak mówił mi przed wylotem do Kazachstanu, że będzie szczęśliwy jeśli choć jedna z jego zawodniczek pojedzie na igrzyska. On doskonale wie jaki jest poziom boksu kobiecego na świecie i zdaje sobie sprawę z trudności jakie stoją przed Drabik, Siwą i Fidurą. W każdej z trzech olimpijskich kategorii aż roi się przecież od znakomitości: mistrzyń świata i Europy, są też medalistki igrzysk w Londynie. Przedrzeć się do półfinałów w Astanie będzie ogromną sztuką, ale wszystko możliwe. Sandra Drabik zdobyła przecież rok temu srebrny medal i Igrzysk Europejskich w Baku, Lidia Fidura też stała tam na podium z brązowym medalem na szyi.

 

Szkoda tylko, że mistrzostwa świata są ostatnią eliminacją do igrzysk. To nielogiczne, a winę za taki stan ponosi AIBA. Władze światowego boksu olimpijskiego nie potrafiły zapanować nad sytuacją, gdy okazało się, że MŚ w Astanie nie zostaną rozegrane w pierwotnie przewidzianym terminie. Były przecież zaplanowane na styczeń, później przesunięto je na luty, by ostatecznie rozgrywać je w maju, już po wszystkich kwalifikacjach kontynentalnych. A powinno być odwrotnie.