Rasmussen kilka tygodni temu poinformował, że nie przedłuży umowy ze Związkiem Piłki Ręcznej w Polsce. W środę na konferencji prasowej w Budapeszcie szef węgierskiej federacji Mate Kocsis ogłosił, że to właśnie Duńczyk od 1 lipca obejmie drużynę narodową Węgier. Głowny cel, jaki przed nim postawiono, to budowa drużyny na igrzyska olimpijskie w Tokio w 2020 roku. Wcześniej, niejako po drodze, ekipa Rasmussena ma meldować się na wszystkich dużych turniejach - mistrzostwach świata i Europy.

Węgrzy oczekują również, że nowy trener będzie na stałe mieszkał na Węgrzech i poświęcał całą uwagę pracy z drużyną narodową. Ewentualne łączenie w przyszłości pracy w kadrze z pracą w klubie będzie możliwe pod dwoma warunkami: że zgodzą się na to i klub, i federacja, a przede wszystkim, że będzie to klub węgierski. W zamian Rasmussen otrzymał satysfakcjonujące warunki finansowe i komfort długofalowej, czteroletniej pracy.

- Jestem szczęśliwy, że będę pracował w kraju, w którym piłka ręczna jest tak popularna. Już nie mogę się doczekać przeprowadzki na Węgry, do pięknego Budapesztu - powiedział Rasmussen w specjalnym materiale wideo wyemitowanym podczas środowej konferencji. I można wierzyć, że nie są to puste słowa. Stabilizacja - to coś, czego duński trener pracujący ostatnio z polską kadrą i z rumuńskim klubem z pewnością potrzebuje.

Rasmussen objął reprezentację Polski w 2010 roku. Biało-czerwone znajdowały się wówczas w głębokim kryzysie, eliminacje do wielkich imprez zaczynały od prekwalifikacji. Po sześciu latach nieobecności na salonach Polki pod wodzą Rasmussena awansowały do mistrzostw świata w Serbii, gdzie w 2013 roku zajęły czwarte miejsce - najwyższe w historii polskiej kobiecej piłki ręcznej. To wielkie osiągnięcie Rasmussen powtórzył dwa lata później meldując się na finiszu duńskiego mundialu w najlepszej czwórce. Wywalczył też awans do mistrzostw Europy 2014, a w czerwcu przypieczętuje kwalifikację do Euro 2016. Będzie to czwarta z rzędu wielka impreza z udziałem Polek, a przecież niewiele brakowało, by ekipa Rasmussena wywalczyła też pierwszy w historii awans do igrzysk olimpijskich.

I to wszystko udało się Duńczykowi osiągnąć w sytuacji, w której polskie kluby od lat nie liczą się w europejskich pucharach, Polki występujące w silnych zagranicznych zespołach można policzyć na palcach jednej ręki, a kolejne roczniki juniorek nie odgrywają żadnej roli w mistrzowskich imprezach. Bardzo wysokie kwalifikacje trenerskie Kim Rasmussen potwierdził zresztą również w pracy z drużyną klubową. 8 maja wygrał z ekipą CSM Bukareszt finał Ligi Mistrzyń.

- Kim Rasmussen to jeden z najlepszych trenerów w Europie - stwierdziła Katalin Palinger, legendarna bramkarka reprezentacji Węgier, a obecnie wiceprezes tamtejszej federacji. - Wierzymy, że z Kimem Rasmussenem nasza reprezentacja odzyska swoją wartość - dodał z kolei szef Węgierskiego Związku Piłki Ręcznej Mate Kocsis, prezentując sylwetkę nowego selekcjonera.

Węgierki, jedna z najbardziej utytułowanych reprezentacji w historii piłki ręcznej, w ostatnich wielkich turniejach wypadały poniżej oczekiwań. Nie zagrają również w tegorocznych igrzyskach olimpijskich - szanse awansu straciły przegrywając w grudniu mecz 1/8 finału mistrzostw świata z... Polską, dowodzoną przez Kima Rasmussena.

Obie drużyny trafiły również do jednej grupy eliminacyjnej Euro 2016. W Polsce, w Lubinie, górą były Węgierki, ale na wyjeździe to podopieczne Rasmussena zdobyły komplet punktów. Jeśli w dwóch ostatnich - zaplanowanych na początek czerwca - kolejkach nie dojdzie do jakichś kosmicznych sensacji, na mistrzostwa Europy do Szwecji pojadą i Polki, i Węgierki. Jedne i drugie z nowym selekcjonerem...

Eliminacyjny mecz Polska - Słowacja, który będzie pożegnaniem Kima Rasmussena z polską drużyną i kibicami pokażemy w Polsacie Sport w sobotę 4 czerwca o 20.00.