- Dostrzegamy niezadowolenie kibiców, po tym co się działo w ostatnich dniach. Przekazaliśmy wszystko panu prezydentowi, powiedzieliśmy że to nie jest dobra droga. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że gdyby pan Meresiński przejął klub, to za rok mogłoby go nie być – nie kryje Dariusz Kozak, przewodniczący Rady Miasta z ramienia PiS.  

O co konkretnie chodzi? Warszawski biznesmen spotkał się w niedzielę z zawodnikami i... zaproponował im znaczne obniżki pensji. Nie zachowywał się wtedy ponoć, jak dżentelmen.

- Po rozmowach z zawodnikami i innych wydarzeniach, które miały miejsce w ostatnich kilku dniach widać wyraźnie, że zachowanie pana Meresińskiego nie ma nic wspólnego z profesjonalnym podejściem do biznesu. Nie zgodzimy się, by Korona przeszła w ręce kogoś takiego. Nie znaczy to, że klub nie zmieni właściciela. Są jeszcze dwa zainteresowane kupnem podmioty. Prezydent otrzymał od pozwolenie na prowadzenie dalszych rozmów z przedstawicielami Kieleckiej Grupy Inwestorów Sportowych oraz grupą biznesową z Senegalu – zdradził radny Kielc, Witold Borowiec.

Ciekawe wydarzenia miały też miejsce w sobotę, kiedy Korona podejmowała Jagiellonię Białystok. Po meczu Meresiński z przyjaciółmi udał się do jednego z nocnych klubów. Z relacji naocznych świadków wynika, że biznesmen już wtedy czuł się pełnoprawnym właścicielem Korony i nawet przypadkowym ludziom opowiadał swoje plany względem niej. Co najbardziej uderzające, Meresiński zapowiedział rychłe redukcje zatrudnienia - zarówno trenerów, jak i innych pracowników klubu.

Pan Meresiński może więc obejść się smakiem. W grze pozostają dwaj gracze.