Podpisanie umowy dwuletniej umowy z Lorenzo Ducati potwierdziło tuż przed Grand Prix Hiszpanii, pierwszą europejską rundą sezonu MotoGP. Dzisiaj, tuż przed swoim domowym wyścigiem na włoskim torze Mugello, marka z Bolonii poinformowała, kto dosiądzie drugiego motocykla.

 

Szefostwo ekipy miało twardy orzech do zgryzienia. Od roku jej barwy reprezentuje dwóch Włochów; starszy, bardziej doświadczony i ułożony Andrea Dovizioso oraz młodszy, bardziej przebojowy, ale i nieokrzesany Andrea Iannone. Wydawać by się mogło, że bolończycy postawią na młodość, charyzmę i teoretycznie lepszy PR, jaki może zapewnić im lubiący salony Iannone, ale poszli jednak tą samą drogą, co Honda.

 

Ostatecznie wybrali bowiem Dovizioso, który u boku Lorenzo może dużo lepiej sprawdzić się jako zawodnik numer dwa niż nieprzewidywalny „Maniac Joe”. W końcu Iannone pokazał w Argentynie, strącając siebie i Doviego z toru tuż przed metą, że potrafi być nieobliczany. Podobno to właśnie po tamtym incydencie szef Ducati Corse Gigi Dall'Igna zmienił zdanie i podarł w drobny mak umowę, która czekała jedynie na podpis Iannone. Później swój kontrakt podpisał Lorenzo, który miał decydujący głos na temat tego, kto będzie jego team-partnerem. Trudno się dziwić, że wybrał Dovizioso.

 

A że niezależnie od wyboru włoski zawodnik będzie musiał w przyszłym roku grać drugie skrzypce; to chyba nikogo nie dziwi? W końcu Dovizioso i Iannone mieli dwa lata na to, aby nawiązać walkę o tytuł. Swoją szansę... może nie zmarnowali, ale zdecydowanie nie wykorzystali w stu procentach i nie pokazali statusu „kosmity”. Stąd angaż Lorenzo.

 

Dovizioso i Lorenzo doskonale się znają i wzajemnie szanują. W 2004 roku to Włoch był górą w walce o tytuł w kategorii 125. Później dwukrotnie w kategorii 250 pokonywał go Hiszpan. To właśnie dzięki startom na słabszej Hondzie Dovi nauczył się w tamtych czasach hamować wyjątkowo późno, aby nadrabiać stracony czas. Dzisiaj późne hamowania są jego znakiem rozpoznawczym w MotoGP. Zdaniem byłego szefa mechaników z Repsol Hondy, Ramona Aurina, Włoch czasami hamuje wręcz zbyt późno, przez co traci czas w środku zakrętu. To zupełne przeciwieństwo Lorenzo, który hamuje wcześnie i delikatnie, a zakręty pokonuje ze znacznie większą prędkością w pełnym złożeniu.

 

Wszystko to może sprawiać, że zawodnicy będą mieli inne pomysły co do rozwoju motocykla, ale z pewnością będą dobrze dogadywać się i współpracować zarówno na torze, jak i poza nim. Nie bez znaczenia jest także doświadczenie Włocha, który przed dołączeniem do Ducati startował w MotoGP w barwach Hondy i Yamahy.

 

A co z Iannone? On sam już jakiś czas temu wykluczył możliwość powrotu do prywatnej ekipy Pramac Ducati, w której debiutował w MotoGP trzy lata temu. Wszystko wskazuje na to, że „Maniac Joe” zastąpi w fabrycznym zespole Suzuki Mavericka Vinalesa – pod warunkiem, że ten rzeczywiście wyląduje w Yamasze. Suzuki potrzebuje zawodnika kalibru Iannone. Co więcej, ekipą kieruje przecież Włoch, Davide Brivio, były menedżer Valentino Rossiego, który sam jest bliskim kolegą Andrei. Dołączenie do Rossiego z Yamasze wydaje się z kolei niemożliwe. Hiszpański sponsor zespołu, telekomunikacyjni gigant Movistar, wymaga hiszpańskiego zawodnika, więc jeśli Vinales zostanie w Suzuki, do Yamahy prędzej dołączy jeden z braci Espargaro czy nawet Alex Rins z Moto2, niż Iannone.