Nasza rodzima Ekstraklasa boryka się z problemem frekwencji, zaś w klubowych kasach często brakuje pieniędzy. Czy powinniśmy pójść śladem - dla typowego polskiego kibica - ligi egzotycznej, bo meksykańskiej? Tamtejsza Liga MX posiada czwartą na świecie średnią frekwencję 24,265 widzów na mecz (stan na rok 2015) ustępując jedynie Bundeslidze, Premier League i Primera Division.

 

Kibice mogą na co dzień oglądać tam takie nazwiska jak Pierre-Andre Gignac, zaś jeszcze rok temu po tamtejszych boiskach biegał Ronaldinho. Pod wrażeniem tych rozgrywek jest Mateusz Borek:
Z wielkim podziwem spoglądałem na rynek meksykański. Okazuje się, że tamtejsza liga pokazywana jest w kilku telewizjach otwartych. To powoduje, że w tamtejszym środowisku krążą gigantyczne pieniądze: gdy zawodnicy mają oferty ze stereotypowej Barcelony, to wcale nie palą się do wyjazdu... Po drugie nieprawdopodobna frekwencja i rozpoznawalność tamtych piłkarzy. Praktycznie każdy zawodnik z drużyn dołu tabeli jest postacią znaną.