Łukasz Majchrzyk: Wiele było półfinałów, ale finał dopiero pierwszy w karierze. Po ostatnim gwizdku czwartego meczu z Anwilem dominowała radość czy może raczej ulga, że wreszcie licznik się wyzeruje?

Wojciech Kamiński: Radość czułem na pewno, ale czy ulgę? Chyba nie było takiego uczucia. Cieszę się bardzo, bo cały ten sezon jest zdecydowanie najlepszy w wykonaniu Rosy, ale w głowie sportowca i chyba każdego człowieka związanego ze sportem jest myśl, że jeśli jeszcze można coś wygrać, to się walczy do końca, więc ta radość może być pełniejsza. Nawet  za dużo radości nie było. Pojechałem do domu, żeby odpocząć i jak najlepiej się przygotować do finału. Zdajemy sobie sprawę, że Stelmet jest teraz najsilniejszy w naszej lidze, ale my mamy swoje szanse. Postaramy się je znaleźć i wykorzystać.

Myślę, że szanse już macie znalezione, tylko jak je uwypuklić na parkiecie?

My możemy sobie mówić, jak mamy zagrać w finale. Możemy się przestrzegać, że trzeba uważać na to czy na tamto, ale poza Robertem Witką i Toreyem Thomas nikt nie zna smaku finału, smaku gry do czterech zwycięstw. Jechaliśmy do Włocławka z małymi obawami, czy uda się tam wygrać dwa mecze, ale jeśli moi zawodnicy poradzili sobie w twierdzy Włocławek, to i w Zielonej sobie poradzą.

Zdjęcie prezesa całującego cię w głowę przejdzie chyba do historii. Naprawdę płakał?

Myślę, że każdy z nas był wzruszony. Kiedy przychodziłem do Radomia, to marzyliśmy, żeby zagrać kiedyś w finale Tauron Basket Ligi i zdobyć Puchar Polski. Przed sezonem mało kto w nas wierzył, bo odmłodziliśmy skład. To było ryzykowne, ale to była właściwa droga. Prezes postawił na nas, na tę drużynę. Wspólnie realizowaliśmy cele i jesteśmy tu, gdzie jesteśmy.

Stelmet jest faworytem, a dodatkowo Łukasz Koszarek zażartował, że "prędzej trenerowi Kamińskiemu wyrosną włosy na głowie niż Rosa wygra jeden mecz w finale". Co sobie myślisz, gdy słyszysz takie słowa?

Myślę sobie, że mam jeszcze trochę włosów na głowie i jestem bliższy tego, żeby całkiem osiwieć niż wyłysieć (śmiech). Wiem, że ludzie tak mówią i piszą, że Stelmet nie da nam wygrać, że zrobi co chce w tym finale. Bukmacherzy obstawiają zdecydowanie zwycięstwo Stelmetu, wiem to wszystko. Ale my też wierzymy, w to, co robimy. Nikt chyba nie wierzył, że jesteśmy w stanie wygrać dwa mecze we Włocławku. Sport uczy pokory i szacunku dla przeciwnika. Stelmet jest faworytem, ale nie zamierzamy się poddać.

Tylko, że przechodząc przez wszystkie pozycje ciężko znaleźć taką, na której przewagę ma Rosa?

Nie mamy takich gwiazd, jakie są w Zielonej Górze i zdaję sobie sprawę. Stelmet wydaje się być zdecydowanym faworytem. My nie mamy tak szerokiego składu i dla nas granie dwa razy w tygodniu, wliczając europejskie puchary, było bardzo męczące, ale też sporo nas nauczyło. Na boisku jest tylko pięciu ludzi. Ci na ławce są tylko zmiennikami, kiedy oni wejdą, to ci z pierwszej piątki siadają na ławce, chociaż oczywiście, daje to większe pole manewru. Dlaczego jednak u nas Damian Jeszke czy Daniel Szymkiewicz albo Łukasz Bonarek nie może być wartością dodaną? Jeszke świetnie zagrał w meczach we Włocławku, ale ja zawsze powtarzam, że nieszczęście jednego zawodnika, jest szansą dla innego. C.J. Harris miał kontuzję, Damian dostał więcej minut i świetnie z tego skorzystał.

Wasi wysocy gracze mogą wygenerować przewagę? Ciężko mi sobie wyobrazić Adama Hrycaniuka albo Dejana Borovnjaka broniących na obwodzie.

My musimy rozciągać obronę Stelmetu, ale to wiedzą wszyscy w Polsce. Wiemy, jak wygraliśmy ze Stelmetem, kto trafiał za trzy punkty i z jaką skutecznością. To nie będzie specjalna niespodzianka, bo mamy drużynę, która lubi rzucać z dystansu. W miarę dobrze bronimy. Coś nowego taktycznie przygotujemy, ale szczegółów nie zdradzę.

Jeszcze więcej Kima Adamsa w ataku czy akcje przechodzące przez Roberta Witkę, jak w meczach z Anwilem?

Może nie oprzemy się w ataku na Kimie Adamsie, bo to byłaby przesada (śmiech), a rozprowadzanie akcji przez Roberta Witkę wynikało ze specyfiki gry Anwilu, który często stosował obronę strefami. Stelmet gra zupełnie inaczej, ale chyba nasz pomysł będzie troszkę inny.

Można powiedzieć, że jesteście w finale dzięki grze w pucharach? Wiecie, jak reagujecie na mecze co kilka dni.

Nie wiem, to chyba za mocne stwierdzenie, bo graliśmy więcej meczów, ale mieliśmy mniej czasu na treningi. Zawodnicy wolą grać niż trenować. Zagraliśmy 12 meczów w pucharach, do tego superpuchar i turniej finałowy Pucharu Polski. To nam dało ogładę, ogranie, a do tego nie kisiliśmy się w polskim sosie, ale poznawaliśmy inne koszykarsie kultury. To było przygotowanie do końcówki sezonu, play off. Drużyna ma większe doświadczenie, zawodnicy wiedzą jak się regenerować. Trenerzy wiedzą, jak zawodników przygotowywać.

Czy C.J. Harris będzie w pełni gotowy na finał?

Siedzi teraz obok mnie na obiedzie. Wygląda dobrze, a czy będzie gotowy, zobaczymy na meczu. Trenuje normalnie.

W Zielonej Górze jest lotnisko, podobnie oblegane jak w Radomiu. Lecicie samolotem czy jedziecie autokarem?

Jedziemy autokarem (śmiech).