Turniej interkontynentalny w stolicy Japonii jest  trzecim podejściem podopiecznych Stephane Antigi do wywalczenia awansu do Rio. We wrześniu 2015 roku podczas Pucharu Świata w Japonii, było naprawdę blisko. Polacy wygrali dziesięć spotkań z rzędu, ale porażka 1:3 w ostatnim meczu imprezy z Włochami, zepchnęła biało-czerwonych na trzecie miejsce... Zabrakło jednego seta. Awans wywalczyli siatkarze USA i Włoch.

 

Radość biało-czerwonych po wywalczeniu trzeciego miejsca w Berlinie. / fot. Cyfrasport

 

Druga szansa pojawiła się w styczniu 2016 roku. Biało-czerwoni wzięli udział w europejskich kwalifikacjach w Berlinie. Tam awans wywalczyła tylko jedna drużyna - Rosja. Polacy znów zakończyli zawody na trzeciej pozycji, tym razem dość szczęśliwej, bo przedłużającej szansę na walkę o igrzyska. Siatkarze Antigi mają już za sobą szesnaście spotkań: 11 w Tokio i 5 w Berlinie. Przed nimi jeszcze siedem meczów, zagrają kolejno z Kanadą, Francją, Japonią, Chinami, Wenezuelą, Iranem i Australią. Czy kiedykolwiek wcześniej kwalifikacje olimpijskie były dla Polaków równie długie i wyczerpujące?

 

Forma przyszła za wcześnie

 

Siatkówka pojawiła się na igrzyskach w 1964 roku. W Tokio Polskę reprezentowały wyłącznie panie, zresztą z niezłym skutkiem - zdobyły brązowy medal. Panowie na  igrzyska nie pojechali. Kwalifikacje uzyskały najlepsze drużyny najważniejszych turniejów: mistrzostw świata 1962 i mistrzostw Europy 1964. W obu imprezach Polacy zajęli szóste miejsca, przez co zabrakło ich w Tokio.

 

Cztery lata później biało-czerwoni pojechali na igrzyska olimpijskie do Meksyku dzięki brązowemu medalowi mistrzostw Europy 1967. Krążek wywalczony w Izmirze wystarczył,  gdyż Polaków wyprzedzili jedynie siatkarze ZSRR (mistrzowie olimpijscy) i Czechosłowacji (mistrzowie świata), które miały już wcześniej zapewniony udział w turnieju  olimpijskim.

 

Przed igrzyskami olimpijskimi w 1972 roku Polacy po raz pierwszy wystąpili w turnieju kwalifikacyjnym. W Nicei i Montpellier o dwie przepustki na igrzyska rywalizowało 12 drużyn. Biało-czerwoni już w pierwszym starciu zmierzyli się z głównymi rywalami do olimpijskiego startu - siatkarzami USA. Mecz zakończył się dramatycznym tie-breakiem,  którego wynik - na 15:13 dla Polski - ustalił Zdzisław Ambroziak.  W kolejnych grach, już bez straty seta, Polacy ograli: Urugwaj, Holandię, Rumunię i Francję. Eksperci byli zachwyceni postawą biało-czerwonych, niektórzy już zawieszali im na szyjach złote medale olimpijskie. Ostatni mecz kwalifikacji odbył się dokładnie 17 dni przed pierwszym meczem  igrzysk. Niestety, w Monachium Polacy nie zaprezentowali się już tak dobrze, byli cieniem drużyny z eliminacji i zajęli dopiero dziewiąte miejsce . Przez te dwa tygodnie forma zupełnie uleciała, albo  biało-czerwoni nie zdołali zregenerować sił po trudach turnieju kwalifikacyjnego.

 

Awans w blasku złota

 

Udział w igrzyskach w Montrealu polscy siatkarze zapewnili sobie na blisko dwa lata przed turniejem, podczas mistrzostw świata 1974 rozgrywanych w Meksyku. Przed  startem siatkarskiego mundialu było jasne, że paszporty na igrzyska wywalczy mistrz świata, ewentualnie wicemistrz, pod warunkiem, że po złoto sięgną triumfatorzy  poprzednich IO - Japończycy.  

 

Podopieczni Huberta Jerzego Wagnera wywalczyli na tamtym turnieju tytuł najlepszej drużyny globu, co zresztą potwierdzili po dwóch latach również na igrzyskach, sięgając po olimpijskie złoto. Złoto, które już na cztery lata przed rozpoczęciem kolejnych igrzysk, zagwarantowało biało-czerwonym start w 1980  roku w Moskwie.

 

Złoto w Montrealu dało awans na kolejne igrzyska. / fot. PAP

 

Moskiewskie igrzyska Polacy zakończyli na miejscu czwartym, a szans na zdobycie kwalifikacji na turniej olimpijski w 1984 roku nie wykorzystali ani podczas Pucharu  Świata w Japonii (1981, 4. miejsce), ani podczas mistrzostw świata w Argentynie (1982, 6. miejsce). Udało się dopiero na mistrzostwach Europy w NRD w 1983 roku, gdzie  od biało-czerwonych lepsi byli tylko siatkarze ZSRR, którzy jako obrońcy olimpijskiego złota mieli zapewniony udział w IO 1984. Niestety, obu tych znakomitych reprezentacji w Los Angeles zabrakło. Polityczny bojkot igrzysk sprawił, że Hubert Wagner, który ponownie objął stery kadry,  stracił realną szansę na powtórzenie złotego startu z 1976 roku.

 

"Kroiła się naprawdę fajna drużyna i można było spokojnie powalczyć o medale. Ogrywaliśmy Amerykanów na ich terenie, przed igrzyskami rozgromiliśmy Brazylijczyków. Te  dwie reprezentacje zagrały później w olimpijskim finale. Wszystko szło dobrze, drużyna prezentowała się coraz lepiej. Niestety, decyzja polityczna – bojkot igrzysk, pozbawiła nas medalowej szansy…" - wspominał tę sytuację w rozmowie z Polsatsport.pl Tomasz Wójtowicz.

 

Zła passa

 

Polakom, zamiast olimpijskiej rywalizacji, pozostał start w Turnieju Przyjaźni na Kubie. Olimpijski bojkot rozpoczął również słabszy okres polskiej siatkówki. Szansę na start na igrzyskach w Seulu Polacy zaprzepaścili już podczas turnieju kwalifikacyjnego do mistrzostw Europy 1987. Brak biało-czerwonych w finałach kontynentalnego czempionatu, który uznano za wielką sensację, oznaczał również brak możliwości dostania się do któregoś z turniejów kwalifikacyjnych na igrzyska w Seulu.

 

O start na kolejnych igrzyskach - w 1992 roku w Barcelonie, Polacy rywalizowali w turnieju kwalifikacyjnym w Rotterdamie, w którym wzięli udział dzięki 7. lokacie na ME 1991. Biało-czerwoni zaczęli znakomicie: najpierw planowo, po 3:0 ograli Egipt i Peru; w trzecim spotkaniu zaskakująco pewnie pokonali gospodarzy imprezy - 3:0, w kolejnym 3:1 Bułgarię i - mimo porażki 1:3 z ostatnim rywalem, reprezentacją Chin - zajęli pierwsze miejsce w tabeli. Gdyby wówczas turniej się zakończył - Polacy zagraliby w Barcelonie, ale regulamin imprezy przewidywał jeszcze rozegranie dodatkowego spotkania pomiędzy dwiema najlepszymi drużynami turnieju... Tym razem biało-czerwoni  gładko ulegli Holendrom 0:3 i to właśnie Pomarańczowi pojechali na igrzyska, na których zdobyli srebro, sensacyjnie eliminując w ćwierćfinale faworyzowanych Włochów.

 

Rozpacz w Spodku

 

Powrót na igrzyska nastąpił po 16. latach przerwy, a zadecydował o tym sukces na Światowym Turnieju Kwalifikacyjnym rozegranym w greckim Patras. Podopieczni Wiktora Kreboka ograli na początek 3:2 gospodarzy imprezy, a o sukcesie w tie-breaku przesądziła rywalizacja na przewagi (16:14). W kolejnych meczach poszło już łatwiej: Polacy pokonali po 3:1 Holandię i Japonię i uzyskali paszporty do Atlanty. Na igrzyskach byli co prawda tylko tłem dla najlepszych - ugrali zaledwie jednego seta, ale sam powrót na olimpijskie salony zwiastował nadejście lepszych czasów.

 

Rozpacz w Spodku po porażce w kwalifikacjach do IO 2000. / fot. PAP

 

Cztery lata później polscy kibice liczyli już na więcej, zwłaszcza, że polska siatkówka powoli wracała na salony: biało-czerwoni byli już po debiucie w Lidze Światowej, a o kwalifikacje na igrzyska w Sydney mieli walczyć w katowickim Spodku. Na początku turnieju podopieczni Ireneusza Mazura  grali w kratkę: zwycięstwa z Łotwą (3:2) i Czechami (3:1) przedzieliła porażka z Bułgarią (1:3). W czwartym spotkaniu biało-czerwoni zmierzyli się z mistrzami olimpijskimi - Holendrami i rozegrali najlepsze spotkanie od lat, w kapitalnym stylu wygrali 3:1. O awansie na igrzyska miało więc przesądzić spotkanie z Jugosławią. Pierwsze dwa sety dla rywali, w trzecim koncert Polaków i wygrana 25:18, w czwartym gospodarze prowadzili 23:17 i... przegrali! Jugosłowianie wyrównali stan seta, doprowadzili do rywalizacji na przewagi, a w kolejnych akcjach zakończyli to spotkanie. 9000 kibiców zgromadzonych na trybunach Spodka przeżyło prawdziwy szok, załamani byli również polscy siatkarze. Wyjazd do Sydney przeszedł koło nosa, pocieszeniem był jedynie fakt, że to reprezentanci Jugosławii na tych igrzyskach sięgnęli po olimpijskie złoto.

 

Trzy awanse w XXI wieku

 

Walkę o igrzyska w Atenach Polacy rozpoczęli od udziału w kwalifikacyjnym turnieju kontynentalnym, który rozegrano w styczniu 2004 roku Lipsku. Biało-czerwoni zaczęli zawody od pokonania gospodarzy 3:2, ale w kolejnych meczach zdecydowanie przegrali po 0:3 z Rosją i Bułgarią - w żadnym z sześciu setów z tymi rywalami nie zdołali dobrnąć do granicy 20. punktów. Mimo porażki w Lipsku, biało-czerwoni dostali kolejną szansę - start w jednym ze Światowych Turniejów Kwalifikacyjnych. Tym razem ważną rolę odegrało szczęście podczas losowania. By pojechać do Aten wystarczyło pokonać Portugalię, Wenezuelę i Kazachstan podczas majowego turnieju rozgrywanego w Porto. Starcia z Wenezuelą i Kazachstanem nie sprawiły podopiecznym Stanisława Gościniaka żadnych problemów. Najtrudniej było w meczu z Portugalią: Polacy przegrywali 1:2, ale zdołali doprowadzić do wyrównania i wygrać w tie-breaku 15:12. Biało-czerwoni wygrali, choć gospodarze poza parkietem nie zawsze grali czysto: zmieniali godziny treningów, opóźniali autobusy, które dowoziły rywali na halę, na której panował ogromny upał, co było efektem braku klimatyzacji...

 

Droga do igrzysk w Pekinie również nie była prosta. Polacy rozpoczęli eliminacje od Europejskiego Turnieju przedkwalifikacyjnego w węgierskim Szombathely. Cztery zwycięstwa w czterech meczach dały promocję do turnieju kwalifikacyjnego w Izmirze, tam Polacy nie wywalczyli awansu, o czym zadecydowały dwie porażki po tie-breakach z Hiszpanią i Holandią. Wysoka pozycja w rankingu FIVB dała podopiecznym Raula Lozano jeszcze jedną szansę: start w turnieju interkontynentalnym. Podobnie jak cztery lata wcześniej, Polacy  paszporty na igrzyska wywalczyli w Portugalii. Tym razem obyło się bez większych komplikacji: trzy wygrane mecze, wszystkie w trzech setach, kolejno z: Portoryko, Indonezją oraz Portugalią oznaczały awans na turniej olimpijski Pekin 2008.

 

Na igrzyska olimpijskie w Londynie biało-czerwoni zakwalifikowali się dzięki występowi w Pucharze Świata. Polacy zaprezentowali się na tej imprezie dzięki dzikiej karcie, którą (wraz z Rosją) otrzymali od FIVB. Turniej rozegrany na przełomie listopada i grudnia 2011 roku w Japonii, był pierwszą szansą kwalifikacji do igrzysk (trzy pierwsze ekipy jechały do Londynu) i podopieczni Andrei Anastasiego wykorzystali tę szansę.  Na początek ograli wicemistrzów świata Kubę (3:0), w kolejnych grach po 3:1 pokonali Serbię i Argentynę. W czwartej serii gier ponieśli niespodziewaną porażkę 2:3 z niezbyt mocnym wówczas Iranem, mimo, iż w jednym z setów ograli rywali 25:8. W kolejnych meczach udało się wrócić na zwycięską ścieżkę, a triumfy nad Japonią, Chinami, USA, Egiptem i Włochami sprawiły, że w spotkaniu z Brazylią Polacy musieli ugrać dwa sety, by awansować na igrzyska i warunek ten spełnili. Prowadzili 2:0 i 13:8 w trzeciej partii, ale później nastąpiła dekoncentracja, która uratowała Canarinhos. Porażki 2:3 z Brazylią, i również 2:3 w ostatnim meczu turnieju z Rosją,  sprawiły, że biało-czerwoni zdobyli srebro Pucharu Świata i wraz z Rosjanami i Brazylijczykami znaleźli się w gronie uczestników turnieju olimpijskiego.

 

Polacy na IO:

 

1964:  brak awansu
1968:  5. miejsce
1972:  9. miejsce
1976:  ZŁOTO
1980:  4. miejsce
1984:  awans/ bojkot IO
1988:  brak awansu
1992:  brak awansu
1996: 11. miejsce
2000:  brak awansu
2004:  5. miejsce
2008:  5. miejsce
2012:  5. miejsce
2016:  ?