Matkowski o rozstaniu z Kubotem: Nie było sensu tego ciągnąć

Tenis
Matkowski o rozstaniu z Kubotem: Nie było sensu tego ciągnąć
fot. PAP

Marcin Matkowski i Łukasz Kubot planowali tworzyć debel przez cały sezon, ale ze względu na brak dobrych wyników już podczas French Open występują z innymi partnerami. „Nie było sensu tego ciągnąć” – zaznaczył w rozmowie z dziennikarzami pierwszy z tenisistów.

"Przede wszystkim nie było wyników. Próbowaliśmy grać razem przez cztery miesiące. Wyniki były bardzo dalekie od oczekiwań, jakie były w stosunku do mnie i do Łukasza, więc nie było sensu tego ciągnąć. Chcieliśmy spróbować innych rozwiązań" - podkreślił Matkowski.

 

Zastrzegł, że nie była to nagła decyzja podjęta w maju. "Po turniejach ATP w Miami i Monte Carlo rozważaliśmy takie kroki - co będzie, jakby nie szło. Trochę zmienialiśmy, próbowaliśmy, ale nie było wyników, na jakie liczyliśmy, a zawsze się po to gra" - zauważył.

 

Przed sezonem obaj zawodnicy określali, że celują w triumf w imprezach wielkoszlemowych oraz w medal olimpijski. Mimo zakończenia regularnej współpracy mają wystąpić jeszcze razem podczas igrzysk. Matkowski ma nadzieję, że dzięki obecnej przerwie w Rio de Janeiro zyskają atut świeżości. Nie chciał jednak wdawać się w rozważania, czy olimpijski krążek mógłby zmienić podjętą decyzję.

 

"Ja tak na dłuższą metę nie patrzę. Jeśli zdobędziemy medal, to lepiej skończyć karierę i powiedzieć +dziękuję+, bo lepiej nie będzie. Ale tak na poważnie - jestem na razie umówiony na grę na trawie z Leandrem Paesem z Indii, z którym gram też tutaj. Na późniejszą część sezonu na chwilę obecną nie mam partnera" - podkreślił 35-letni zawodnik.

 

Trudno było mu wskazać, czego zabrakło, by wraz z Kubotem osiągał satysfakcjonujące wyniki. Przypomniał, że mieli sporo wyrównanych spotkań, które przegrywali po zaciętym super tie-breaku.

 

"Być może gdybyśmy wygrali więcej takich meczów, inaczej by się to potoczyło. Bardzo często decydują w deblu niuanse, dwie, trzy piłki. Nam się czasami ich nie udawało dogrywać. Staraliśmy się grać razem jak najdłużej. Uważam, że cztery miesiące to bardzo dużo czasu na takie sprawdzanie +czy idzie+. Może gdybyśmy wygrali jakiś turniej, to byśmy dalej grali razem, bo to zawsze motywacja. Ale w mojej ocenie musielibyśmy zacząć wygrywać kilka meczów z rzędu, a nie mieliśmy żadnego dużego turnieju, na którym zanotowalibyśmy więcej niż dwa wygrane spotkania. Zazwyczaj po kilku turniejach następuje dotarcie i widać, czy na dłuższą metę coś działa czy nie. Większość par tak ma, że w trzech miesiącach musi mieć dobre wyniki, a jeśli nie, szuka się innych rozwiązań" - analizował.

 

Przez większość kariery tworzył duet z Mariuszem Fyrstenbergiem. Nie chciał porównywać swojego długoletniego partnera z Kubotem. "Nie będę oceniać zawodników i porównywał. Uważam, że nie jest to fair. Każdy ma mocne i słabsze strony. Z Łukaszem zaczęliśmy grać razem w zupełnie innym momencie kariery niż z Mariuszem" - przypomniał.

 

Matkowski zaznaczył, że problemu nie stanowiło to, iż - w przeciwieństwie do czasów współpracy z Fyrstenbergiem - z Kubotem nie miał okazji do wielu wspólnych treningów poza imprezami. "Większość debli spotyka się tylko na turniejach. Decydowały wyniki. Jeśli one są, to nie ma problemu, czy się przebywa razem czy nie. Nie chodzi też o samopoczucie. Można startować z najlepszym kumplem, ale jak nie ma dobrych rezultatów, to nie ma o czym mówić. Debel jest pod tym względem bardzo prosty" - skwitował.

 

Tematu nie chciał zbytnio rozwijać Kubot. W rozmowie z PAP kilkakrotnie powtarzał tylko, że on i Matkowski - mimo prób - nie mieli satysfakcjonujących wyników. On w Paryżu gra w parze z Alexandrem Peyą. Z Austriakiem umówiony jest także na wspólne występy na trawie.

RM, PAP

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze