Khalidov nie chciał wdawać się w bijatykę z mocno bijącym Karaoglu, więc początkowo nieźle utrzymywał dystans celnymi kopnięciami. Później przeniósł nawet walkę do parteru, gdzie był blisko założenia dźwigni na staw skokowy, lecz to mu się nie udało. Pierwsze starcie z pewnością wygrał, ale później było tylko gorzej. Czeczen kompletnie stracił siły i nie był w stanie zagrozić Turkowi.

Khalidov nie potrafił wyprowadzić sensownego ciosu, więc raczył coraz to bardziej zdenerwowaną publiczność... obrotówkami, które nie dochodziły do celu. Były więc dziwne przewrotki, leżenie na plecach i oczekiwanie, że może jednak Karaoglu spróbuje podjąć walkę w parterze. Raz spróbował i prawie za to zapłacił, więc kolejnych prób ze strony Turka nie było. To jednak nie zatrzymało Khalidova, który nie był sobą.

Sędzia Marc Goddard ostrzegł nawet Khalidova, że jeśli nie zacznie walczyć, to zostanie mu odjęty punkty. Trzecia runda należała zdecydowanie do Karaoglu, który jednak po werdykcie nie mógł być zadowolony. Sędziowie punktowali - 29:28, 29:28 oraz 28:28 dla Mameda.

Taka decyzja budzi wielkie kontrowersje. Okazało się, że wszyscy sędziowie dwie pierwsze rundy przyznali Khalidovowi. Trzecia natomiast powędrowała na konto Karaoglu, a jeden z arbitrów punktował nawet 10:8.