Marcin Różalski:
Nie zawsze jest pierwszy maja. Przez dziesięć lat Mamed wygrywał, wszyscy mu klaskali, kochali go i skarpetki ściągali z nóg. Przegrał i wszystko się odwróciło. Zupełnie jak z Fedorem Emelianenko. Mamed czuł, że coś jest nie tak, więc w pewnym momencie oddał pas Karaoglu. Ludzie po prostu kochają bohaterów, dochodzi też presja tłumu. Gdy jeden zacznie gwizdać, gwizdają także inni.

Łukasz Jurkowski:
Walka była fatalna w oglądzie i fatalna do sędziowania. Najsprawiedliwszy w tej walce byłby po prostu remis, z lekkimi gwizdami schodzimy do szatni i zapominamy o całej sprawie. Unikamy tego wszystkiego, co później wydarzyło się na wszystkich forach internetowych i social mediach, czyli potocznie mówiąc "gównoburzy" rozlanej wokół walki wieczoru i federacji KSW. Środowisko zaraz ochłonie, trzeba będzie wytłumaczyć się z kilku rzeczy, jednak też po prostu zapomnieć i szykować się do gali z numerkiem 36.