Z Andrzejem Niemczykiem rozmawiałeś tydzień temu. Jak wspominasz tą rozmowę?

 

Krzysztof Wanio: Dokładnie w Boże Ciało. Andrzej przebywał w hospicjum na Ursynowie w Warszawie. Mieliśmy wcześniej kontakt telefoniczny, ale człowiek jechał tam z obawą, bo przecież w szpitalu leżał chory, starszy facet. Pierwsze zaskoczenie: elegancko ubrany Andrzej siedzi na wózku. Spędziliśmy razem kilka godzin i powiem tak: to była rozmowa pełna życia, ale gdy żegnaliśmy się i umawialiśmy się na mecze Ligi Światowej, to w kontakcie wzrokowym było to, że chyba powoli się żegnamy…

 

Niemczyk mówił tak, jakby raka nie traktował poważnie.

 

Bo on wygrał z nim wojnę. Dziesięć lat temu wyleczył niejako raka, zniszczył go. Teraz czekał na jakiś lek, na jakiś olej z Kanady, ale w hospicjum dostawał już raczej tylko środki przeciwbólowe. Lekarze powiedzieli mu nawet, że gdyby zaczęli leczyć go tak zwaną chemią, to ona by go zniszczyła prędzej, niż nowotwór. Szybka okazała się ta bestia…

 

Andrzeja Niemczyka wspominamy z uśmiechem?

 

Gdy informacja o śmierci do nas dotarła, komentowałem mecz z Irkiem Mazurem. Później rozmawialiśmy o tym, czym Andrzej Niemczyk różnił się od innych trenerów. I Irek powiedział fajną rzecz. Kiedy inni rozmawiali o sprawach meczu z zawodniczkami, robili to po treningu czy po meczu, kiedy siatkarki były spocone, zmęczone. Andrzej nigdy w takiej sytuacji nie dyskutował. Dopiero, gdy się przebrały, zrobiły makijaż, zaczynał rozmowę, którą rozpoczynał od komplementu: „O! Jak ładnie dzisiaj wyglądasz…”.

 

Rozmowę z Krzysztofem Wanio o Andrzeju Niemczyku zobacz w materiale wideo.