Zacytuję jeszcze raz Bońka, który potrafi trafić w sedno, ale Ty potrafisz to jeszcze kapitalnie spuentować. O Polsce 2012 powiedział, że nie było chemii w drużynie. I że dość piłkarzy, którzy są z innych systemów szkolenia, nie mówiących po polsku...

Tyle, że Boniek sam walnie przyczynił się do szansy Emanuela Olisadebe w reprezentacji Polski. I bardzo mu jestem za to wdzięczny, to była jedna z najpiękniejszych historii w drużynie narodowej. Olisadebe to był nasz kochany „Czarnecki”. Pamiętam, jak w czerwcu 2001 roku strzelił zwycięskiego gola z Walią w Cardiff. Właśnie byłem na Lednicy. Przed nami sto tysięcy ludzi. Ojciec Jan Góra oddał mi w pewnym momencie mikrofon. I poinformowałem, że „Oli” strzelił zwycięską bramkę dla Biało-Czerwonych. Sto tysięcy ludzi oszalało z radości. Tych emocji nikt mi już nigdy nie odbierze. Żadną gumką nikt mi tego z mózgu i serca nie wymaże. Dlatego uważam, że mówienie generalnie o pokoleniu farbowanych lisów, jest momentami smutne. Może w wyborach, tych ludzi angażowanych przez Smudę były jakieś kalkulacje, ale jestem przekonany, że musiały być też autentyczne uczucia z powodu odnalezionych korzeni, rodowodu. A teraz to się wlewa wszystko do jednego garnka. Jaką to wagą zważyć? Zawsze byłem przekonany, że Polska to kraj ludzi z różnych kręgów kulturowych, różnych religii i ras... Może zakłócono proporcje, ale nie chciałbym, żeby dogmat o farbowanych lisach zwyciężył i, że to oznacza, że do kadry nie prześlizgnie się się nikt, kto nie jest stuprocentowym Polakiem.

No może na początku mojego zainteresowania futbolem byłem „rasistą i antysemitą w jednym”...

?!

To przez idola – Włodzimierza Lubańskiego. Moim idolem był Włodek, a kiedy na murawę wychodził Kazimierz Deyna gwizdałem, ile sił w płucach. Nie byłem w stanie dojrzeć jego talentu. Przesłaniał mi to Lubański... Później już nigdy tak się nie zachowywałem. Wstydziłem się swojej głupoty. To dlatego tak mnie cieszy historia Olisadebe. Co z tego, że „Oli” nie był „stuprocentowym” Polakiem. Jednak w pewnym momencie zaczął utożsamiać się z Polską. Polska mu coś dała, ale i on coś ofiarował Polsce. Dlaczego mamy nie korzystać z potencjału ludzi, którzy są różnego pochodzenia. Przecież zawsze tak było w historii! Tak samo cieszył mnie Roger Guerreiro w koszulce z Białym Orłem...

Nigeryjczyk Olisadebe żył dłużej w Polsce, miał polską żonę... Ale Brazylijczyk Guerreiro? Beenhakker pstryknął w palce i już Roger miał obywatelstwo...

Inaczej na to patrzę – dla mnie i Olisadebe i Guerreiro w pewnym momencie postawili na życie związane z Polską. Nawet kiedyś usłyszałem, jak ten ostatni klął po polsku, czyli „nasz”.

 



Jednak czy Franciszek Smuda nie przesadził? Ta dyskusja ciągle wraca. Już miał w kadrze Ludovica Obraniaka z Francji. Postawił na jeszcze jednego Francuza, Damiana Perquisa, a także na Sebastiana Boenischa i Eugena Polanskiego w Niemiec.

Tyle, że oni wszyscy mieli polskie korzenie... Nie mogę się pogodzić, że tak zostali skopani w mediach. Że przypisano im łatkę „farbowanych lisów” i kopano ich bez opamiętania. Pluto na nich, zapominając o przyzwoitości. Oczywiście jest pytanie o proporcje. Może Boniek ma rację, że w pewnym momencie te proporcje zostały naruszone? Jednak to nie znaczy, że mamy raz na zawsze odrzucać wszystkie takie inicjatywy. Dlaczego? Bo ktoś nienawistnie pisze o „farbowanych lisach”? W drużynie, jak i w państwie, musi istnieć coś takiego jak twórcza równowaga. Nie możemy mówić nie, bo nie... Ilu Francuzi, Niemcy mają piłkarzy o innych korzeniach – z Turcji, Afryki, a wcześniej mieli z Polski. I taki Łukasz Podolski to jest człowiek o „dwóch sercach”. I ja to rozumiem. I potrafię się z nim utożsamiać.

Po awansie do finałów EURO 2008 ówczesny prezes PZPN, Michał Listkiewicz podpisał nowy kontrakt z Leo Beenhakkerem. Po awansie do finałów EURO 2016 Zbigniew Boniek nie podpisał nowej umowy z Adamem Nawałką.

Rozumiem to stanowisko - jedną miarą są eliminacje, a inną finały. Jerzy Engel też był bohaterem po eliminacjach Mundialu 2002 roku. Jednak po turnieju w Korei i Japonii odebrano mu wszelką szansę i nadzieję. Może to był błąd. Jednym zdaniem skończył go Kazimierz Górski, mówiąc „skoro było tak dobrze, to dlaczego było tak źle”. A historia Janasa? Żebyśmy się dobrze rozumieli, ja tych ludzi cenię za same eliminacje, bo to wielki wyczyn. Sława Nawałki, jeśli jej nie ugruntuje we Francji, tak samo może bardzo szybko przeminąć. I to też nie będzie oznaczało, że nie zrobił wiele dobrego dla polskiej piłki.

Muszę zapytać Cię o Jakuba Błaszczykowskiego, bo jesteś jego fanem.

Fanem to może za dużo powiedziane. W młodości miałem dwóch idoli, Czesława Niemena i Włodzimierza Lubańskiego. Dzisiaj żyję prawdą, że wszyscy są ułomni. Ale prawda, że Kubę ogromnie cenię ze względu na jego historię życiową. Podniósł się z upadku. Pokonał dramat, a raczej żył pomimo niego. Dziewięćdziesiąt pięć procent ludzi w jego sytuacji, by się poddało. Jest bohaterem. Ciągle siebie przekracza. Jak strzelił gola Rosji w finałach EURO 2012, cała Polska oszalała. Jego gol i gra z Serbią w Poznaniu pokazała na co go stać.

Błaszczykowski – mimo że nie grał ostatnie pół roku we Florencji – może być gwiazdą finałów EURO 2016?

Trudno powiedzieć. Jest silny, prze do przodu w życiu, ale i na boisku. Gdy patrzę na Kubę, widzę masę mięśni. Z tym, że te mięśnie ostatnio często zawodzą. Zawodziły już wcześniej – przecież Beenhakker odesłał Błaszczykowskiego do domu tuż przed turniejem w 2008 roku. Teraz te kontuzje zdarzają się jeszcze częściej. Kuba jest silny, ale i... kruchy. Ta siła płynąca z mięśni, potrafi za chwilę być bezsilnością.

Były wielkie nadzieje przed finałami EURO 2012 – niektórzy mówią, że to wszystko się powtarza za każdym razem przed wielkim turniejem z udziałem Polski.

Na pewno, ale przed EURO 2012 mieliśmy też selekcjonera Franciszka Smudę, który... Nie dla mnie nie był selekcjonerem w pełnym tego słowa znaczenia. Dla mnie trenował kadrę, grał tylko mecze towarzyskie. Jak doszło do prawdziwych pojedynków, to okazało się, że koniec. Euro 2012 Franz nie wywalczył. To jest trochę tak, jakby ktoś dostał się na studia bez matury… Swoją drogą jako trenera klubowego bardzo go cenię, jego drużyny dostarczyły nam wiele fantastycznych emocji. Niestety, tak to się dzieje, że z reguły nie cieszymy się z tego, co ludzie dali nam dobrego, tylko rozliczamy ich z tego, czego nam nie dali. To bywa smutne, ale inaczej nie ma na tym świecie.