WSB: Wielki finał w Taszkiencie

Sporty walki
WSB: Wielki finał w Taszkiencie
fot. Youtube

Cuba Domadores i British Lionhearts, dwie najlepsze drużyny szóstego sezonu WSB (World Series of Boxing) zmierzą się dziś w stolicy Uzbekistanu.

Kubańczycy choć startują w tych rozgrywkach dopiero od trzech lat mają szansę po raz drugi je wygrać. Przed rokiem górą byli Kazachowie z Astany Arlans, którzy u siebie, pokonali po bardzo wyrównanych walkach pięściarzy z „Gorącej Wyspy”. Tym razem rywalami wielkich mistrzów olimpijskiego boksu są Brytyjczycy, którzy w półfinale dość pewnie (7:3) rozprawili się w Londynie z ubiegłorocznymi zwycięzcami. A Kubańczycy wcześniej dosłownie znokautowali rewelacyjnych debiutantów z Uzbekistanu 10:0.


Gospodarze finału mogą więc być trochę zawiedzeni, bo na pewno po cichu liczyli, że to oni wystąpią dziś w swojej stolicy, ale Kuba  raz jeszcze pokazała siłę i umiejętności, więc Uzbekom nie pozostawało nic innego, jak tylko nisko pochylić głowy i pogratulować rywalom mistrzowskiej klasy.


Jaki będzie dziś wynik Wielkiego Finału ? Czy „Lwie Serca” sprawią jeszcze jedną sensację w tych rozgrywkach ? Po raz pierwszy awansowali przecież do fazy  play off i od razu dotarli prawie na sam szczyt. Teraz czeka ich najtrudniejsza próba. Dziesięć pięciorundowych walk, z przeciwnikiem najwyższej próby, przy obcej publiczności, to może być niewykonalne zadanie.


Nie będą faworytami tego bokserskiego maratonu, co do tego nie ma chyba wątpliwości. Mają wprawdzie kilku zawodników wysokiej klasy, ale Kubańczycy to rywal wyjątkowo trudny. Domadores, to drużyna bez słabych punktów, za to z plejadą niewątpliwych asów.


Ten mecz zaczną Kubańczyk Johanys Argilagos i Brytyjczyk Galal Yafai w wadze papierowej (49 kg). Jeśli Yafai będzie w takiej formie, jak tydzień temu w Londynie, to Argilagos będzie miał duże problemy. Tak samo, jak Yosbany Veitia z Muhammadem Alim w kategorii muszej (52 kg). Nie wykluczam, że po dwóch pierwszych pojedynkach „Lwie Serca” mogą prowadzić 2:0.


A co będzie dalej ? Miejmy nadzieję, że boks, który warto oglądać. W koguciej (56 kg) Kubańczycy wystawią mistrza olimpijskiego Robeisy Ramireza, który ma argumenty, by pokonać lubiącego ringowe awantury Petera McGraila. W lekkiej (60 kg) kolejny as,  Lazaro Alvarez, trzykrotny mistrz świata. Trudno, by kogoś takiego jak on nie uważać za faworyta  w starciu z 20 letnim Luke’em McCormackiem, ale Anglika nie stawiałbym wcale na straconej pozycji. Ma charakter i coraz większe umiejętności. Pięć rund, to dla niego odpowiedni dystans, może sprawić sensację.


Szkoda, że w wadze lekkopółśredniej (64 kg) nie zobaczymy drugiego z bliźniaków, Pata McCormacka. Zafundowałby z pewnością  piekło Yasnierowi Toledo. A tak Kubańczyk powinien sobie poradzić z Daltonem Smithem.


W kolejnych walkach też stawiałbym na jego rodaków. Roniel Iglesias (69 kg), Arlen Lopez (75 kg), Julio Cesar La Cruz (81 kg), czy Erislandy Savon (91 kg), to przecież kolejni kubańscy kandydaci do olimpijskiego złota w Rio de Janeiro. Z tej czwórki smak takiego sukcesu zna tylko Iglesias, mistrz wagi lekkopółśredniej (64 kg) z Londynu. Erislandy Savon (bratanek legendarnego Felixa Savona, trzykrotnego mistrza olimpijskiego), nie do końca słusznie przegrał tam w eliminacjach z Anthony Joshuą, a  La Cruz, podobnie jak Alvarez trzykrotny mistrz świata, odpadł w ćwierćfinale.


Savon może mieć w Taszkiencie trudną przeprawę z Lawrence’em Okolie, choć jestem pewien, że wyjdzie z tego boju wygrany, ale Lopez (aktualny mistrz świata z Kataru) i Cruz nie dadzą szans Troyowi Williamsonowi i Thomasowi Whittakerowi.


Na koniec, w najcięższej kategorii (plus 91 kg) zobaczymy Leniera Pero. Mało prawdopodobne, by ten pojedynek  decydował o losach finału, ale niczego nie można wykluczyć. Gdyby jednak, to byłoby naprawdę ciekawie, bo Frazer Clarke jest bardzo silnym, mocno bijącym superciężkim. Ale  Kubańczyk jest lepszym pięściarzem i powinien to w Taszkiencie udowodnić.


Czyli wszystko wskazuje na to, że na tron wrócą Cuba Domadores, a Brytyjczycy będą myśleć jak się im w przyszłym sezonie zrewanżować. To nie jest ich najsilniejszy skład, w kilku wagach mają lepszych bokserów, więc jeśli nie wszyscy z nich podpiszą kontrakty zawodowe, to  za rok „Lwie Serca” mogą być jeszcze groźniejsze.

Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze