Podczas organizowanych każdego dnia w ośrodku treningowym w miejscowości Saint-Georges-de-Reneins konferencji prasowych, niemal za każdym razem pod adresem Polaków pada wiele ciepłych słów. Docenieni zostali już m.in. Robert Lewandowski i Artur Boruc. Obrońca Craig Cathcart stwierdził nawet, że zdecydowanym faworytem meczu w Nicei są biało-czerwoni. – Przemawiają za wami nazwiska piłkarzy, ich rezultaty strzeleckie, doświadczenie – tłumaczył zawodnik Watford. I wcale nie musi być to mowa-trawa, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że wciąż nie znamy szczegółowych informacji dotyczących stanu zdrowia najlepszego strzelca reprezentacji Michaela O'Neilla – Kyle’a Lafferty’ego. Sam 28-latek zapewnia, że na mecz z Polakami będzie gotowy. Brytyjscy dziennikarze są jednak sceptyczni podkreślając, że uraz pachwiny w rzeczywistości może być bardzo poważny.

 

Paul Gilmour, północnoirlandzki dziennikarz telewizji Sky Sport wyjaśnił, dlaczego właśnie remis byłby dużym sukcesem naszych rywali. – Patrząc na personalia trudno spodziewać się po „Norn Iron” wielkiego meczu. Z drugiej strony nasza defensywa jest wyjątkowa. Dlatego bezbramkowy remis wydaje się całkiem realny. Grając przeciwko Lewandowskiemu i Milikowi, to duży wyczyn – tłumaczył. Katie Gornall z BBC posunęła się nawet o krok dalej: - Jeśli Irlandia wytrzyma ataki Polski przez pierwsze 20-30 minut, to być może powalczy o trzy punkty. Jesteście jednak czarnym koniem turnieju. Wydaje mi się, że w niedzielę będziecie górą – powiedziała Polsatsport.pl Gornall.

 

W podobnym tonie, choć w wyjątkowo radosny sposób, wypowiadają się o szansach swoich piłkarzy kibice, którzy w czwartek pojawili się w samym sercu słynącego z młodego wina regionie Beaujolais. Pięciu fanów przyjechało do Francji specjalnie przygotowanym na tę okazję autokarem. „Green and White Army” zaopatrzyli się w dziesiątki północnoirlandzkich flag i fikuśnych okularów, które przez kilkanaście minut rozdawali francuskim dzieciom z pobliskiej szkoły. Gdy zapytaliśmy ich o życzenia na inauguracyjny mecz, aż czterokrotnie padała odpowiedź „draw”, czyli remis. – Przyjechaliśmy się tu bawić, śmiać i pić. A okazja do tego wszystkiego będzie, jeśli nasi chłopcy będą wygrywać. Jeśli nie, zostanie nam tylko picie… – żartowali.

 

Ich pozytywne nastawienie sprawiało wrażenie, jakby na świat patrzyli przez różowe, a właściwie zielono-białe okulary. Już w niedzielę w Nicei okaże się, czy biało-czerwoni strącą je z północnoirlandzkiego nosa.