Kiedy, po objęciu funkcji selekcjonera przez Didiera Dechampsa, gracz Arsenalu przyjechał na kadrę do Clairefontaine, selekcjoner zwrócił się do niego mówiąc ,,Kozielny”, szybka była reakcja piłkarza rodem z Tulle: ,,Proszę wymawiać moje nazwisko ,,Kościelny’’, bo nad s jest kreska, dlatego tak się je wymawia”. Od tego czasu Deschamps i większość  komentatorów we Francji wymawia jego nazwisko poprawnie po polsku, akcentując „S” z kreska.

 

Mecz otwarcia nie był najlepszym występem Koscielnego, jak i również drużyny Les Bleus. Prawdopodobnie był jednym z trudniejszych w jego karierze. Jednak z meczu na mecz jego współpraca z Adilem Ramim układa się coraz lepiej. L’Equipe oceniło jego grę na 6, a francuskiej drużyny na 5,5. Jednak najważniejsze jest zwycięstwo nad Rumunia oraz komplet punktów. Z Albanią i Szwajcarią powinno pojść juć łatwiej. Koscielny uważa, że „Trójkolorowi” byli jakby przytłoczeni ciężarem wydarzenia.

 

Tadeusz Fogiel: Jakie wnioski po tym spotkaniu? Nie był to, na pewno spacerek.

 

Laurent Koscielny: Pierwszy mecz, dodatkowo mecz otwarcia zawsze jest trudny. W tej potyczce było dużo walki oraz pojedynków jeden na jeden. Rumuni świetnie się ustawiali. Ale najważniejsze jest zwycięstwo i dobry początek Euro.

 

Jakby Pan wytłumaczył wasze problemy?

 

Źle weszliśmy w mecz, Hugo Lloris popisał się wyjątkową paradą. Nie wiem jakby to wszystko dalej się potoczyło gdybyśmy stracili bramkę na początku. Nic nie było doskonałe z naszej strony. Na szczęście geniusz Payeta zapewnił nam wygraną.

 

Odczuwaliście presję tego spotkania?

 

Nieświadomie tak. Owszem presja była, ale przecież większość z nas gra na co dzień w wielkich klubach i w Lidze Mistrzów. Jednak otoczka meczu, stadion, to wszystko miało wpływ na nasze poczynania. Dobrze, że jakoś zareagowaliśmy, poukładaliśmy naszą grę i jakoś poszło.

 

To był mecz, w którym trzeba było pokazać charakter?

 

To cały zespół pozwoli nam zajść jak najdalej w turnieju. Odnotowuje jednak, że nie panikowaliśmy i wytrzymaliśmy napór przeciwnika. A końcówka należała już do nas.

 

A bramka przyszła jakby znikąd?

 

Przepiękna bramka. I dodatkowo na korzyść twojego zespołu, to zawsze lepiej. Dimitri wyzwolił cały zespół. Kibice zapamiętają to na długo.

 

Jak czuje się Pan pod względem fizycznym?

 

Myślę, że nie było źle pod względem fizycznym. To raczej był problem w głowach. Ale to już przeszłość. Trzeba j się koncentrować na najbliższym meczu. Tak czy inaczej, byliśmy świadomi, że nie będzie nam łatwo.