Świderek, Kłos i Skorek o trenerze Niemczyku: Był nieszablonowym człowiekiem

Siatkówka

Pożegnaliśmy wybitną osobowość polskiej siatkówki. We wtorkowe popołudnie odbyły się uroczystości pogrzebowe Andrzeja Niemczyka. Były siatkarz i trener zmarł 2 czerwca w wieku 72 lat po długiej chorobie nowotworowej. Oto jak wspominają go jego przyjaciele z parkietu, towarzyszący mu w jego ostatniej drodze.

Alojzy Świderek był asystentem Niemczyka w reprezentacji Polski, kiedy sięgała ona po mistrzostwo Europy w 2003 roku. Mógł więc obserwować warsztat szkoleniowy swojego przyjaciela z bliska. Docenia przede wszystkim trafność jego decyzji.

- Osobowość bardzo kontrowersyjna i barwna. Nie był to łatwy charakter. Niektórym ludziom było z nim ciężko. Był człowiekiem nieszablonowym. Potrafił zmieniać rzeczy, które wcześniej ustalał na odprawach. W czasie meczu robił to impulsywnie, ale bardzo dobrze. Większość z tych decyzji sprawdzało się i przez to był świetnym trenerem - powiedział Świderek.

W prowadzeniu reprezentacji Niemczykowi pomagał również Ireneusz Kłos. Wciąż nie może on się pogodzić ze śmiercią trenera, z którym zdobył mistrzostwo Europy w 2005 roku.

- Do tej pory nie mogę uwierzyć, że Andrzej odszedł. Wydawało mi się cały czas, że potrafi ponownie pokonać chorobę. Niestety, organizm był już tak wycieńczony, że nie podołał ten ostatni raz. Jesteśmy tutaj po to, żeby wprowadzić go w tą ostatnią drogę - powiedział Kłos.

Wiele przyjaźni Niemczyka z czasów kariery zawodniczej przetrwała do końca. Z jednym z nich, Edwardem Skorkiem, spotkał się jeszcze w lokalnych rozgrywkach juniorskich.

- Zaczynaliśmy razem z Andrzejem przygodę z siatkówką. Droga juniorska, reprezentacji. Potem nasze drogi się rozeszły. On szybko poszedł w trenerkę, a ja jeszcze dalej grałem i później zacząłem przygodę trenerską. Był człowiekiem, który umiał współpracować z kobietami. Udało mu się nawiązać z nimi kontakt. Dzięki temu w okresie, gdy szereg dziewczyn nie chciał grać w reprezentacji, namówił je i zdobył dwa razy mistrzostwo Europy - przypomniał mistrz olimpijski z 1976 roku.

Choć Niemczyk kojarzony jest głównie z surową dyscypliną, był również człowiekiem ze sporym poczuciem humoru. Niektóre zabawne historie na zawsze zapadły w pamięci jego przyjaciół.

- Kiedyś czekamy na wyjazd na mecz w Turcji. Nie ma kierowcy, Andrzej się denerwuje. - Ja pojadę! Umiem prowadzić ten autobus - mówi. Ruszamy pod obstawą policji. Andrzej prowadzi, ale trochę jak samochód osobowy. Było dużo pisku, jednak dojeżdżamy na miejsce. To może było takie rozprężenie przedmeczowe - wspomina z uśmiechem Świderek.

 

Całość wypowiedzi Alojzego Świderka, Ireneusza Kłosa i Edwarda Skorka w załączonym materiale wideo.

JP, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze