To miało być mocne otwarcie turnieju w wykonaniu Cristiano Ronaldo. Piłkarz, który w reprezentacji Portugalii zadebiutował 20 sierpnia 2003 roku, rozgrywał swój 127 mecz w narodowych barwach, wyrównując w ten sposób rekord Luisa Figo, gwiazdy drużyny narodowej w latach 1991-2006. Przed meczem nic nie wskazywało na to, że debiutujący na wielkiej imprezie Islandczycy popsują święto gwiazdorowi Realu Madryt. Nic nie wskazywało na to również w pierwszej połowie. Po trafieniu Naniego (gol nr 600 w historii mistrzostw Europy) Portugalczycy prowadzili 1:0 i kontrolowali sytuację na boisku.

 

Wszystko zmieniło się w 50. minucie, gdy Birkir Bjarnason znalazł sposób na pokonanie Rui Patricio. Faworyci przez 40 minut nie byli w stanie przechylić szali zwycięstwa na swoją stronę. Szans nie wykorzystał również Cristiano Ronaldo, który na trzech poprzednich turniejach o mistrzostwo Europy wpisywał się na listę strzelców i mógł zostać pierwszym zawodnikiem, który strzeli gola w czterech edycjach. Starcie z Islandią wyraźnie mu nie wyszło, próbował strzałów z dystansu, strzelał głową, egzekwował rzuty wolne - bez większego powodzenia.

 

Po meczu lider Portugalczyków nie był w najlepszym humorze. Najpierw nie chciał podać ręki rywalom i odmówił wymiany koszulek kapitanowi reprezentacji Islandii Aronowi Gunnarssonowi.

 

 

Później wylał swą frustrację w pomeczowych wypowiedziach:

 

"Niczego nie pokazali. Tylko się bronili, bronili, bronili i kontratakowali. I mieli szczęście. Powinniśmy wygrać ten mecz, ale i tak jestem spokojny. To niewiarygodne, oni z tego remisu cieszyli się jak z mistrzostwa Europy. Ale z taką grą niczego tutaj nie osiągną" - podsumował zakończone sensacyjnym rezultatem spotkanie.

 

W pierwszym wtorkowym spotkaniu grupy F również doszło do niespodzianki: Węgrzy pokonali Austrię 2:0. W kolejnej serii spotkań Portugalczycy zmierzą się na Parc des Princes w Paryżu z Austrią (sobota, 18 czerwca - godzina 21.00).