Fonfara na zimno, Sulęcki na gorąco

Sporty walki

Adrien Broner pocieszający w szatni przegranego Andrzeja Fonfarę; Maciek Sulęcki nokautujący przed kamerami NBC niepokonanego rywala – gorąca noc w chicagowskim UIC Pavilion miała wiele zaskakujących chwil. Moje spojrzenie na to, co działo się w Wietrznym Mieście i najbliższej przyszłości polskich pięściarzy.

Andrzej Fonfara

 

CO SIĘ STAŁO W CHICAGO: W piłce nożnej, Dolcan Ząbki może prowadzić z Realem Madryt, po golu ze światowych stadionów, 1-0, ale…i tak po 90 minutach przegra. W boksie jednym ciosem bierze się całą pulę. Ale Fonfara, po tylu stoczonych pojedynkach z rywalami, których Smith oglądał tylko w TV, też o tym wiedzieć powinien. I wie, ale jeden moment, kiedy o tym zapomniał kosztował go całą walkę. “Leciały ciosy Fonfary, spuściłem głowę (co widać na powtórce – przyp. PG) i walnąłem. Lepiej nie mogłem trafić” – mówił mi po walce Smith. Fonfara nie widział ciosu, który posłał go po raz pierwszy na deski, tak jak Smith nie widział głowy Fonfary, zadając cios, który być może zmienił jego życie. “Kocham Andrzeja jak syna, ale jest za bardzo macho. Mógł po nokdaunie przyklęknąć na kolanie, dać sobie te ekstra piętnaście sekund, przylepić się do Smitha, przeczekać. Ale to nie Andrzej” – mówił po walce Dominic Pesoli, jego pierwszy promotor. Pewnie, że mógł. Podobnie jak mógł (powinien?) spokojnie obijać Smitha lewym prostym (prawie wszystko wchodziło) i znokautować go w trzeciej, czwartej rundzie.

 

Śmieszą mnie natomiast dywagacje, że Andrzej “powinien mieć słabszego rywala, może bez mocnego ciosu. Ten był zbyt niebezpieczny!” Fonfara był numerem 2 rankingu WBC, szykowanym na walkę o mistrzostwo świata, a nie pięściarskim anonimem. To zobowiązuje. Teraz czas na spokój, radość z nadchodzącego na dniach Fonfary Juniora. Do myślenia o boksie niech wróci za dwa miesiące. Już kilka minut po tym, jak Fonfara usiadł z w szatni ze zwieszoną głową, wszedł go pocieszyć Adrien “The Problem” Broner, kontrowersyjny na ringu – i poza nim - mistrz świata WBA. “Nie przejmuj się. Ja znam to uczucie, też byłem na dnie, przegrywałem. Sztuka teraz zabrać to, co straciłeś. Będziesz czuł się jeszcze lepiej” – mówił Broner. Miał rację.

 

REWANŻ ZE SMITHEM. Może być… ale nie musi. Fakt – Joe Smith Jr, z zawodu budowlaniec, przed walką z Andrzejem nie zarobił za pojedynek pięściarski więcej niż dokładnie 8 tysięcy dolarów czyli nieco ponad 31 tysięcy złotych. Pięć minut po przegranej walce Fonfary, Leon Margules, promoter Księcia, rozmawiał z Joe DeGuardią, promotorem Smitha jr. Powiedzmy tak – DeGuardia niczego nie obiecywał, mówił o tym, że “musi rozważyć wszystkie opcje”. Czyli przenosząc język bokserski na nasz – zobaczymy, kto da więcej. Teoretycznie najwięcej – zakładając, że walka odbędzie się w Nowym Jorku – mogą dać promotorzy Andrzeja. Ale Smith nie musi się zgodzić bo w kontrakcie zapisu o rewanżu nie było. Mówienie, że “powinien dać rewanż, tak jak Fonfara dał mu szansę”, jest pobożnym życzeniem amatorów zapominających, że ten sport to biznes. A trenerzy Smitha to też fachowcy, którzy wywiadach mówią, że “wiedzieli, że tak będzie”, a w rzeczywistości doskonale wiedzą, że walka mogła się skończyć w drugą stronę.

 

Maciek Sulęcki

 

Z BUTAMI. Maciek przez ostatnie trzy tygodnie mówił o tym, że “wchodzi w Centeno butami”. Każdy może sporo mówić, trudniej to zrobić. A Sulęcki zrobił. Nie do przebicia jest rozmowa w narożniku pomiędzy “Striczu” i trenerem Chico Rivasem. “Zaczynasz na spokojnie, wyczuwasz go, walczysz agresywnie, ale nie idziesz na całość. Powiem ci kiedy” – tak mówił przed walką Rivas. Ósma runda – Rivas: “Dawaj teraz, walisz jak możesz”. Sulęcki: “Tak trenerze – mogę go teraz zabić. Naprawdę?!”. Jak się skończyło w 10 rundzie – widzieliśmy. Pod opieką Rivasa, Sulęcki zrobił olbrzymie postępy – nie bije żeby zadawać ciosy, tylko, żeby zrobić krzywdę rywalowi. Nie traci energii na zbędne ruchy, dobrze czuje się przechodząc z ataku do obrony. “Maciek miał wielu latynoskich rywali na sparingach. Nie chodziło mi tylko o to, by wiedział, że Latynosi nie pękają, ale żeby czuł ich specfyficzny sposób walczenia. Magic (tak nazywa Rivas Sulęckiego) dopiero zaczyna poznawać co może zrobić na ringu” – powiedział po walce Chico. Oprócz tego, że Sulęcki wygrał w znakomitym stylu, z niepokonanym rywalem z pierwszej trójki rankingu WBO, to jeszcze zrobił to w ogólnodostępnej stacji telewizyjnej NBC. Lepszego “wejścia smoka” mieć nie mógł.

 

CO DALEJ? Maciek mówił zaraz po zwycięstwie, że interesują go walki o mistrzostwo świata – najbardziej z Danielem Jacobsem. Mają tego samego managera (Al Haymon), walką mogłaby się odbyć w Barclays Center na nowojorskim Brooklynie. Czyli wszystko gra – bo Jacobs jest z Brooklynu, a Polaków tam też nie brakuje. “Niech chwilę odpocznie, od wykonywania telefonów jestem ja. A zresztą już parę ciekawych w jego sprawie też odebrałem” – powiedział z przebiegłym uśmiechem Leon Margules. Ameryka lubi takich, którzy na ringu pokazują nawet więcej niż obiecywali na konferencjach prasowych. Problemów z walkami z klasowymi rywalami, Sulęcki na pewno nie będzie miał. O to przecież nam wszystkim (a najbardziej jemu) chodzi.

Przemek Garczarczyk, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze