Przemek Garczarczyk: Zawsze dotrzymujesz słowa. Miało być wejście "z buta" i było! Fenomenalny styl, nokaut w ostatniej rundzie. Nie mogłeś sobie tego lepiej wymarzyć.

Maciej Sulęcki: To coś wspaniałego! Wiedziałem, że walka jest toczona pod moje dyktando, pod mój styl. Hugo Centeno okazał się jednak przeciwnikiem trudniejszym, niż sądziłem, bo spodziewałem się łatwiejszej przeprawy. I tak nie była zbyt ciężka, bo może urwał mi ze dwie rundy. Muszę obejrzeć ten pojedynek raz jeszcze, dla mnie to coś fenomenalnego, spełnienie marzeń! Dopiero teraz zaczął się mój amerykański sen.

Od którego momentu poczułeś, że ta walka jest twoja? Patrząc z boku wyglądało na to, że minęły dwie rundy, a później poczułeś się pewnie.

Przez dwie-trzy rundy były takie sobie, nie mogłem wyczuć dystansu i złapać rytmu. Przestrzeliwałem ciosy, chciałem urwać mu głowę - emocje niestety wzięły górę. Później zacząłem boksować pod taktykę i udało się wygrać.

Kiedy przyjeżdżałeś do Stanów Zjednoczonych nie byłeś znany jako pięściarz z nokautującym ciosem. Kiedy nastąpił ten przełom?

Myślę, że od walki z Grzegorzem Proksą na Polsat Boxing Night. Później wyjechałem na Florydę do trenera Chico Rivasa, który ustawił mnie pod timing, inaczej na nogach. Kiedyś powiedziałem, że ja jeszcze będę nokautował, tylko potrzebuję czasu. Wszyscy się śmiali. Zacząłem nokautować, będę nokautować, nadchodzi mój czas.

Pozostałeś niepokonany. Odebrałeś ten status Hugo Centeno Jr. - pięściarzowi z czołowej trójki federacji WBO. Jakie są dalsze marzenia Macieja Sulęckiego?

Tytuł mistrza świata! Najbardziej chodzi mi po głowie walka z Danielem Jacobsem, jest też Billie Joe Saunders, jest mnóstwo fantastycznych zawodników. Wrócę do Polski, odpocznę i obgadam wszystko. Zobaczymy, jaka droga przede mną.

Cała rozmowa z Maciejem Sulęckim w załączonym materiale wideo!