Po walce Breazeale (który zanotował pierwszą przegraną po serii 17 zwycięstw, 15 ko) wyglądał jak ofiara rozboju. Twarz zapuchnięta, ledwo widział. Tak była cena bohaterskiego oporu jaki stawiał Joshui. Bo ambicji i odporności na ciosy nie można mu odmówić. Tylko zamykał oczy jak widział nadchodzący cios Anglika i wciąż stał. Ale jest granica ludzkiej odporności na ciosy. W 7 rundzie uderzenia się skumulowały i padł po ciosach po których poprzednio tylko mrużył oczy. Będzie się mógł pochwalić, że jako drugi (oprócz Diliana Whyte) przetrwał z Joshuą ponad 3 starcia.

Joshua - teraz 17-0, 17 KO - ma więc kolejny „Kłopot” (przydomek Breazele'a) z głowy. Jaki będzie następny? Obowiązkowym pretendentem jest jeszcze jeden niepokonany pretendent Joseph Parker (19-0), ale nie mam cienia wątpliwości, że po starciu z Joshuą po stronie przegrane, będzie miał pierwszą plamę. Chętniej bym zobaczył walkę Joshyui z Wilderem czy Tysonem Furym. W ostateczności może być David Haye. Ale myślę, że i ich spotkałby los Breazeale'a. Tyle że w końcu któryś z nich przetrwałby z Joshuą ponad 7 rund.