Wygrana Anglika nie jest niespodzianką, był zdecydowanym faworytem. Zastanawiano się tylko w której rundzie znokautuje rywala. Wcześniejsze walki kończył do trzeciej rundy, tylko Dillian Whyte wytrzymał dłużej. Został znokautowany w siódmej, ale w początkowej fazie pojedynku napędził złotemu medaliście ostatnich igrzysk sporo strachu.


17 tysięcy widzów w 02 Arena w Londynie czekało na kolejny sukces nowego idola brytyjskiego sportu. Wśród nich Gordon Ramsay, najsłynniejszy kucharz świata, wielki fan boksu, czy wspaniały golfista Rory McIlroy.


Bilety na  ten pojedynek sprzedały się na pniu. Nic dziwnego, 26 letni Joshua (17-0, 17 KO) robi przecież oszałamiającą  karierę. Syn nigeryjskich emigrantów potrzebował zaledwie 34 rund, by sięgnąć po pas zawodowego mistrza świata IBF. Dokonał tego w kwietniu tego roku, w swojej szesnastej walce, nokautując w drugiej rundzie broniącego po raz pierwszy tytułu, Amerykanina Charlesa Martina.


30 letni Breazeale (17-1, 15 KO) , do soboty niepokonany na profesjonalnych ringach, podobnie jak Martin ma za sobą karierę futbolisty. Był quarterbackiem uniwersyteckiej drużyny North Colorado, ale w drafcie do NFL nie został wybrany. Wtedy zdecydował się na zmianę dyscypliny.


Mierzący 201 cm Kalifornijczyk (115,6 kg), przed walką z Joshuą miał na koncie 17 wygranych pojedynków, w tym 15 przed czasem. Wyglądał na pewnego siebie i tak też się zachowywał, gdy obiecywał, że najpierw wciągnie go na głęboko wodę, a później zatopi. Zabrakło mu jednak umiejętności i szybkości.


Od pierwszych minut nie było wątpliwości, kto wygra walkę dedykowaną zmarłemu niedawno Muhammadowi Alemu. Joshua był cierpliwy i konsekwentny. Rozbijał lewym prostym Amerykanina, trafiał lewym sierpowym, starał się bić mocnym prawym, który nie zawsze dochodził celu. Mijały kolejne rundy, a Joshua sprawiał wrażenie, że jeszcze ma czas. Kiedy jednak w siódmym starciu przyśpieszył, koniec przyszedł szybko. Breazeale padł na deski, ale wstał. Kiedy wylądował tam po raz drugi, sędzia Howard Foster nie miał już wątpliwości i przerwał pojedynek.


Dominic Breazeale mówi, że wróci po tej porażce silniejszy i będzie jeszcze walczył o tytuł. Nie można tego wykluczyć, ale mało prawdopodobne, że mistrzem zostanie.


Anthony Joshua na razie o boksie chciałby na jakiś czas zapomnieć. – Jestem zmęczony, potrzebuje odpoczynku – powiedział po kolejnej, zwycięskiej walce.


Eddie Hearn, jego promotor, potwierdza, że odpoczynek będzie długi. Joshua wróci na ring dopiero w listopadzie, takie są wstępne plany. Za wcześnie jeszcze mówić, kto będzie jego rywalem, ale możliwe, że Nowozelandczyk Joseph Parker, pierwszy na liście IBF. A jeśli nie on, to może rodak, David Price, brązowy medalista igrzysk w Pekinie (2008). Są też inni chętni, np. były mistrz David Haye, który twierdzi, że pokona Joshuę z łatwością.


Swoją kandydaturę zgłasza też czempion WBC, Amerykanin Deontay Wilder.


A przecież jest jeszcze Tyson Fury, posiadacz pasów WBA i WBO. Jego walka z Joshuą byłaby na Wyspach Brytyjskich mega hitem, ale na razie wiadomo, że rewanżowe starcie Tysona z Władimirem Kliczką, zaplanowane na 9 lipca, musi zostać przełożone z powodu kontuzji Anglika. Tak więc na jego pojedynek z Joshuą przyjdzie poczekać trochę dłużej.