Rozstawiona z numerem trzecim w Londynie Radwańska jest ambasadorką biało-czerwonych podczas Euro 2016.

 

"Oglądałam ich wszystkie dotychczasowe mecze. Nie sądzę, bym miała jutro wolne. Chciałabym...Zawsze staram się dostosować plan treningów tak, by móc oglądać spotkania Polaków. Kibicujemy im cały czas - ja i mój team. Mam nadzieję, że jutro będę grać wcześniej niż o godz. 21" - powiedziała na konferencji prasowej.

 

Krakowianka w środę zainaugurowała swój 11. występ w Wimbledonie, pokonując Ukrainkę Katerynę Kozłową 6:2, 6:1. Pierwotnie pojedynek ten miał się odbyć we wtorek, ale został przełożony z powodu deszczu. Opady sprawiły, że w środę - tak jak dzień wcześniej - przez kilka godzin rywalizacja toczyła się tylko na zadaszonym korcie centralnym.

 

"Od trzech dni pogoda była kiepska. Z pewnością miałam szczęście, że wystąpiłam dziś na głównym korcie. Nie pamiętam, ile razy grałam pod zasuniętym dachem. Kilkakrotnie. Momentami było jak w turniejach halowych, trzeba było się przestawić na inne warunki. Nie ma wiatru ani słońca, to inna gra. Przy zasuniętym dachu jest bardzo wilgotno, ale przynajmniej grałam. To ważne, zwłaszcza gdy już miałam opóźnienie o jeden dzień" - zaznaczyła.

 

Dziennikarze pytali Radwańską, jak spędzała poprzedni dzień w oczekiwaniu na swój pojedynek, który ostatecznie został odwołany.

 

"Byłam na siłowni i miałam rozgrzewkę. Nie zabrałam się za to wcześniej, bo po pierwsze widziałam, jaka jest pogoda, a poza tym przed moim meczem były dwa spotkania męskiego singla. Było 3:2 w czwartym secie spotkania Hiszpana Fernando Verdasco i rozstawionego z +19+ Australijczyka Bernarda Tomica, gdy nagle sytuacja się odwróciła i doszło do wyrównania, a potem jeszcze zaczęło padać. Pod względem psychicznym byłam gotowa do gry. Takie sytuacje oczywiście nie są łatwe, ale warunki są takie same dla obu zawodniczek" - podkreśliła.

 

Jak dodała, większość zawodników w ten sam sposób spędza czas na takich wymuszonych przerwach.

 

"Jedzenie, rozmawianie, oglądanie meczów na korcie centralnym. Czasem gramy w karty. Po prostu czekanie, patrzenie w niebo i sprawdzanie, czy jeszcze pada czy już nie. Co więcej możemy zrobić?" - zapytała retorycznie.

 

27-letnia krakowianka zgodziła się, że przydałoby się więcej zadaszonych kortów.

 

"Zwłaszcza na początku turnieju, gdy mamy tak dużo spotkań, a uczestników jest bardzo wielu. Wiem, że budowa dachu to nie taka prosta sprawa, ale na pewno ich większa liczba poprawiłaby sytuację. Pod tym względem Australia jest teraz najlepsza" - oceniła.

 

Dziennikarze zapytali ją także o obecny sezon, który jak na razie jest znacznie bardziej udany niż pierwsza połowa poprzedniego roku.

 

"Wydaje mi się, że w sporcie, w tenisie miewasz po prostu trudniejszy okres. Czasem jest to kilka tygodni, czasem kilka miesięcy. Ale taki jest sport. Nie jesteś w stanie grać świetnie przez 10 miesięcy w roku przez 15 lat. To niemożliwe. Nie jesteśmy maszynami. Ważne, by pracować ciężko i nadal robić swoje. Prędzej czy później, wróci się do formy" - podsumowała.