Italia kontynuuje serię piłkarskich klasyków. Po wyeliminowaniu Hiszpanii „Azzurri” zmierzą się z Niemcami. Jak pańskim zdaniem rozstrzygnie się ta rywalizacja?

Na papierze to Niemcy są faworytami. W końcu mówimy o mistrzach świata, a ten tytuł zobowiązuje. Z drugiej strony Włosi lubią grać w takiej pozycji, kiedy nikt od nich nie wymaga wielkich rzeczy. Jeżeli przegramy, nikt nie będzie tym chłopakom robił wyrzutów, ale jeżeli wygramy, to wyeliminujemy kolejnego faworyta. Niezależnie od wyniku jestem dumny oglądając ten zespół. Tworzymy monolit, a Conte zadbał o doskonała atmosferę wewnątrz drużyny. Potrafił scalić. Myślę, że dzisiaj trudno znaleźć Włocha, który nie kibicowałby temu zespołowi.

W historii to jednak Włosi zawsze ogrywali Niemców w fazie pucharowej. Skąd bierze się taka powtarzalność?

Nasze mecze zawsze były zacięte, pełne walki. Nie wiem jak z innymi drużynami, ale w spotkaniach z Italią Niemcy zawsze czuli respekt przed rywalem. Sam pamiętam atmosferę wielkiego finału MŚ z 1982 roku. Wtedy po przeciwnej stronie mieliśmy świetnych zawodników, a mimo tego to my sięgnęliśmy po złoto. W latach 2006 i 2012 wszyscy spodziewali się łatwych wygranych Niemiec, a to my wygrywaliśmy.

Czyli w sobotę przedłużenie passy?

Bardzo bym sobie tego życzył. Myślę, że spora część reprezentacji Niemiec doskonale pamięta dwie ostatnie porażki z Italią podczas mundialu z 2006 roku i EURO 2012. Oczywiście w sobotę czeka nas zupełnie inny mecz, ale pewnych rzeczy nie da się tak po prostu wymazać z pamięci. Moim zdaniem Niemcy mogą czuć lekką niepewność, widząc jakie wyniki zespół Antonio Conte osiąga na tym turnieju.

Na co stać Włochów podczas EURO 2016?

Jeżeli przejdziemy Niemców, to sięgniemy po złoto. Jestem o tym przekonany.

Postawa Italii jest sporym zaskoczeniem. Przed turniejem niewielu widziało „Squadrę Azzurrę” w roli faworyta do tytułu. Tymczasem to wasz zespół pokonał Belgów, a ostatnio wyeliminował Hiszpanów.

Obecna sytuacja przypomina mi tę z MŚ w Hiszpanii. Wtedy przed turniejem jak i podczas spadła na nas olbrzymia krytyka. Dziennikarze wypominali nam marną grę, słaby styl, w jakim awansowaliśmy do drugiej fazy turnieju. Potem jednak przyszły pamiętne mecze z Brazylią i Argentyną. Oba wygraliśmy, w półfinale uporaliśmy się z Polską. Byliśmy rozpędzeni, pewni swego i w zasadzie bez problemów ograliśmy też Niemców.

Wspominał Pan o meczach przełomowych. Czy obecna kadra Italii ma już za sobą taki przełom?

Myślę, że ta drużyna ciągle musi udowadniać niektórym, że stać ją na wielkie rzeczy. Przecież podczas EURO 2012 nikt na nas nie stawiał, a zdobyliśmy drugie miejsce na Starym Kontynencie. Również i tym razem uporaliśmy się z dwoma faworytami. Najpierw pokonaliśmy Belgię, a potem Hiszpanię. Cieszy fakt, że w obu tych spotkaniach przez 90 minuty kontrolowaliśmy wydarzenia na boisku.

Gdyby miał Pan wskazać największą gwiazdę Italii, to jest nią...?

Antonio Conte. On po nieudanym mundialu pomógł odbudować honor reprezentanta Italii. Dzisiaj znowu cały kraj utożsamia się z tą drużyną i chociaż trudno znaleźć w niej wielkie światowe gwiazdy, to zespół doskonale się rozumie i realizuje. Teraz przed nami kolejne wyzwanie, ale nie boję się ani o przygotowanie taktycznie, mentalne czy fizyczne. Szkoleniowiec nieraz już udowodnił, że jest świetnym fachowcem. Wierzę, że zawiedzie nas do wielkiego sukcesu.

Czyli jego odejście po EURO będzie jednak sporą stratą.

To jest już decyzja samego Conte, który uznał, że bliżej mu do pracy z klubem, niż drużyną narodową. Z drugiej strony on, pomimo gotowego kontraktu z Chelsea ciągle żyje wynikami kadry. Jest bardzo aktywny, angażuje się i tą pasją zaraża zawodników.