Djokovic poprzednio zakończył udział w imprezie wielkoszlemowej na trzeciej rundzie w 2009 roku, gdy pożegnał się na tym etapie z rywalizacją we French Open. Z Wimbledonu w ostatnich siedmiu latach nie odpadł wcześniej niż w ćwierćfinale. W 2008 roku wyeliminowano go w drugiej rundzie.

 

Organizatorzy określili jego sobotnią porażkę jak sensację nie tylko turnieju, ale i roku. Organizacja ATP relację z meczu zatytułowała "Sam zaszokował Novaka na Wimbledonie".

 

Mecz ten zaczął się jeszcze w piątek i przybrał niespodziewany przebieg - Querrey wygrał dwa pierwsze sety, w tym drugiego 6:1. Na początku kolejnej odsłony - przy stanie 1:0 dla Serba - pojedynek został przerwany z powodu deszczu i już go nie wznowiono. Prasa pisała wówczas, że opady uratowały lidera światowej listy przed blamażem w spotkaniu z rozpędzonym Amerykaninem. Dzień później dobrze rozpoczął - wygrał seta, ale w czwartej odsłonie tenisiści - ku uciesze kibiców - stworzyli emocjonujące widowisko. W każdym ze swoich pierwszych trzech gemów serwisowych zawodnik z USA bronił co najmniej dwóch "break pointów". Jako pierwszy - przy stanie 4:4 - przełamanie zanotował Djokovic, ale Querrey odpowiedział od razu tym samym.

 

Do wyłonienia zwycięzcy tej partii potrzebny był tie-break, w którym zawodnik z Belgradu prowadził 3-1. Rywal zdołał jednak odrobić straty. Obrońca tytułu obronił jedną piłkę meczową, ale przy drugiej spasował. Był to 10. pojedynek tych graczy, po raz drugi ze zwycięstwa cieszył się Amerykanin. Poprzednio udało mu się to cztery lata temu.

 

"Pokonać Novaka to coś niesamowitego, zwłaszcza tu, na Wimbledonie, największym turnieju na świecie. W ważnych momentach pomagałem sobie serwisem. Byłem przygotowany na to, że Djokovic zacznie dziś mocno. Widzieliście, co się działo na początku. Nawet nie patrzyłem, z kim teraz zagram. Po prostu cieszę się z tego zwycięstwa" - podkreślił Querrey, który nigdy wcześniej nie dotarł do 1/8 finału Wielkiego Szlemie. Z przeciwnikami, którzy w dniu meczu byli liderami światowej listy, miał dotychczas bilans 0-8.

 

Serb w rozgrywanym na kortach trawiastych Wimbledonie triumfował trzykrotnie - w latach 2011 i 2014-15. W drugiej fazie tegorocznej edycji pokonał Francuza Adriana Mannarino 6:4, 6:3, 7:6 (7-5). Wygrał tym samym 30. z rzędu mecz w turniejach wielkoszlemowych w singlu, ustanawiając rekord liczonej od 1968 roku Open Ery. Poprzednią porażkę w imprezie tej rangi zanotował w finale French Open 2015.

 

"Gratulacje dla Sama. Grał świetnie. Wspaniale serwował. Po prostu mnie pokonał. Miałem swoje szanse w czwartej partii. Wygrałem cztery imprezy wielkoszlemowe z rzędu. Chcę się na tym skupić raczej, a nie na porażce. W tie-breaku ostatniego seta prowadziłem, ale nie czułem piłki, tak jakbym sobie tego życzył, ale to jest sport" - podsumował.

 

Podczas pomeczowej konferencji prasowej, którą zwołał bardzo szybko, przyznał, że nie jest w pełni zdrowy.

 

"Ale to nie jest miejsce ani czas, by o tym rozmawiać. Jak już mówiłem, rywal grał na bardzo wysokim poziomie i zasłużył na zwycięstwo" - skwitował.

 

Zaznaczył też, że nie zagra w lipcowym ćwierćfinale Pucharu Davisa z Wielką Brytanią.