Sebastian Staszewski: Jak duży jest zawód Islandczyków po meczu z Francją? Bo z jednej strony i tak osiągnęliście wielki sukces, lecz z drugiej w sporcie zawsze jest, najmniejsza nawet, wiara w zwycięstwo…

Właściwie to mam mieszane uczucia, bo jestem bardzo dumna: z całej drużyny, z tego, jak grała na tym turnieju. Jest jednak oczywiście uczucie niedosytu. Pierwsza połowa była dla nas katastrofalna. Francuzom wychodziło wszystko, a nam – nic. Ale i tak nasi piłkarze pokazali charakter. Mimo, iż przegrywali 0:4, to wciąż walczyli. I dzięki temu czuję dumę. Dumna jestem też z islandzkich kibiców, którzy śpiewali, bawili się cały mecz. Nawet po ostatnim gwizdku, kiedy Francuzi opuszczali stadion, nasi fani tańczyli skandując, że następnym razem nasza reprezentacja… pojedzie na Mundial.

Wiem, że mieliście także polskie wsparcie.

Tak, to prawda. W Islandii mieszka około dziewięć tysięcy Polaków. W Reykjavíku został ustawiony wielki telebim i przy okazji każdego meczu wasi rodacy urządzali tam polskie imprezy. Dziękujemy za to!