Syn Zdzisława, mistrza świata (1983) i rekordzisty Polski, jako pierwszy wypełnił w czwartek wymaganą do finału odległość 16,65.

 

- Wykorzystałem po prostu warunki atmosferyczne. Akurat druga próba wypadła przy nieco silniejszym podmuchu, ale też nie twierdzę, że tylko dzięki wiatrowi zbliżyłem się do granicy 17 metrów. Czuję, że forma rośnie i chciałbym niedowiarkom pokazać, że przedwcześnie mnie skreślili – powiedział mieszkający w Łodzi Hoffmann.

 

Dodał, że mało kto wie z jakimi problemami zdrowotnymi się zmagał. We wrześniu 2014 roku miał operację lewego kolana odbijającej się nogi. Potem rehabilitacja i słaby – jak ocenił – sezon, ale inaczej być nie mogło. - Najlepszy wynik 16,29 – wspomniał.

 

Syn mistrza świata przyznał, że jego ojciec nie czuje się trenerem, więc pod tym względem nie doradza, ale mocno kibicuje i go wspiera.

 

Czwartkowe kwalifikacje po drugiej serii zostały przerwane na pół godziny. Po nadepnięciu na deskę Turka Serefa Osmanoglu rozleciała się tzw. zaślepka. Sędziowie dokonali wymiany, ale sytuacja powtórzyła się przy ponownej próbie tego zawodnika. Tym razem zabrakło już tej części. Zanim ją sprowadzono minęło sporo czasu.

 

- To są ogromne przeciążenia i każdemu mogło się to przytrafić, a turecki trójskoczek jeszcze idealnie trafiał w to miejsce i zaślepki pękały. Już rok temu zwracano uwagę organizatorom mityngu na tym stadionie, ale jak się dziś okazało zbagatelizowali ten problem. Współczuję zawodnikom, którzy musieli czekać – powiedział Hoffmann.

 

Finał trójskoku mężczyzn zaplanowany jest na sobotę na godz. 19.45.