Co wcale nie oznacza, że jest sporo gorsza niż highendowe rozwiązania od bardziej popularnych producentów. Oprócz kilku niedociągnięć w jakości wykonana, to wciąż bardzo dobra mysz, która nie pozostawia miejsca do narzekań nawet dla najbardziej wybrednych graczy.

 

GXT 155 jest dostępny w trzech kolorach. Klasycznej czerni i dwóch wariantach militarnego kamuflażu moro. My otrzymaliśmy do testów wersje w ciemno-zielonych barwach wojskowych, co mi - jako miłośnikowi klasycznych rozwiązań - niespecjalnie przypadło do gustu.

 

Mysz dla praworęcznych graczy jest wykonana z gładkiego plastiku na “grzbiecie” gryzonia i szorstkiego, chropowatego tworzywa po bokach. Takie rozwiązanie pomaga w czasie growych sesji podczas upałów, ponieważ ręka mniej się poci, a boki umożliwiają pewny chwyt. Sprzęt został wyprofilowany w taki sposób, żeby móc na nim oprzeć kciuk z lewej strony oraz dwa palce z prawej strony.

 

 

Konstrukcja nie przeszkadza w stosowaniu wszystkich popularnych sposobów trzymania myszki, ale najlepiej odnajdą się gracze stosujący tzw. “palm grip”. Oprócz sześciu przycisków w górnej części urządzenia, mysz ma też pięć po lewej stornie. Te drugie można dowolnie konfigurować za pomocą oprogramowania dostarczonego przez firmę Trust, ale ich umiejscowienie pozostawia sporo miejsca do narzekań. Podczas bardziej intensywnych rozgrywek zdarzało mi się je przypadkowo naciskać, co raczej nie było kwestią braku wprawy i wyczucia.

 

Skoro o wadach mowa. Scroll myszki lekko wychyla się na boki, co w żaden sposób nie utrudnia rozgrywki, ale może lekko irytować przyzwyczajonych do idealnego dopasowania wszystkich elementów urządzenia. Oprócz tego scroll bardzo hałasuje (zarówno podczas kręcenia kółkiem jak i naciskania przycisku).

 

Sensor Avago 3050 też nie zostanie horacjańskim pomnikiem dla producentów sprzętu dla graczy. W górnych granicach DPI można zaobserwować dość wyraźne zjawisko akceleracji wstecznej, a jittering (czyli niechciane przeskoki kursora) są zauważalne już w połowie dostępnej rozdzielczości.

 

Nie zrozumcie mnie źle - to zupełnie nie przeszkadza w codziennym użytkowaniu. Musiałem się bardzo postarać, żeby udało mi się wprowadzić mysz w zadyszkę. W warunkach innych niż laboratoryjne wszystko będzie działało jak na mysz za niecałe 150zł przystało.

 

Najfajniejszym gadżetem jest możliwość obciążania lub odciążania myszy w zależności od upodobań. Gracze Counter-Strike’a: Global Offensive doskonale wiedzą jaką różnicę może zrobić kilka gramów wagi gryzonia, więc Trust wychodzi im naprzeciw i do swojego najnowszego produktu dodaje 8 niewielkich metalowych obciążników - po 2 gramy każdy.

 

 

 

Jeśli chodzi o oprogramowanie, to nie jest to oczywiście taki sam potwór do jakiego przyzwyczaili nas ludzie z ROCCAT czy Razera, ale wciąż nie ma powodów do narzekań. Odrobinę toporna aplikacja pozwala zapisać 5 profili z różnymi rodzajami podświetlenia, czułością sensora, szybkością scrolla czy z różnymi zastosowaniami klawiszy funkcyjnych.

 

Trust GXT 155 to całkiem solidna mysz. Nie jest to produkt roku, ale mniej wymagający gracze mogą być więcej niż zadowoleni. Jeśli podoba ci się nieco kosmiczny wygląd myszy, a nie chcesz wydawać majątku na sprzęt, to GXT 155 będzie idealnym wyborem. Mogę go z czystym sumieniem polecić wszystkim, którzy chcą wejść jedną nogą w świat akcesoriów gamingowych i zobaczyć “z czym to się je”. Jak na gamingowy elementarz Trust GXT 155 ma zaskakująco dużo treści.