PAP: Tegoroczny sezon Tichon rozpoczął w Mińsku od wyniku 77,30 uzyskanego w zawodach o wymownej nazwie Trofeum Olimpijskie. Już wówczas sportowe media w Polsce ostrzegały pana takimi tytułami jak: Fajdek, uwaga! Powraca koksiarz Iwan Tichon.

Paweł Fajdek: Co ja mogę zrobić? Staram się nie patrzeć na niego, bo mi zaraz ciśnienie rośnie. I chyba nie tylko mi. Gdy czekaliśmy na wejście na płytę stadionu, gdzie walczyła grupa A, jednoznaczne były komentarze zawodników, pełne pogardy dla tego oszusta. A napis na jego numerze startowym „I THROW CLEAN”, czyli rzucam czysty, to jakiś żart, kpina.

Jednak dziś może być „czysty”...

No i co z tego. Przez osiem lat się „koksował”. Poprawił w ten sposób m.in. masę mięśniową. To nagle nie znika, nawet po wypłukaniu niedozwolonych środków. Wystarczy potem tylko podtrzymywać to, co się osiągnęło. Był zdyskwalifikowany w latach 2012-2014 i pozbawiony srebrnego medalu igrzysk olimpijskich w Atenach oraz złotego mistrzostw świata w Helsinkach. Wykręcił się natomiast z wpadki w Pekinie, gdzie był trzeci.

Wykręcił?

Nie tylko on, także jego rodak Wadim Diewiatowski. Ich adwokaci dopatrzyli się błędów w procedurze pobierania oraz przechowywania próbek i obaj zostali wybronieni przed Trybunałem Arbitrażowym do Spraw Sportu w Lozannie.

W Amsterdamie nie ma rosyjskich lekkoatletów. W czerwcu IAAF utrzymało swoją wcześniejszą decyzję o zawieszeniu tego kraju w prawach członka organizacji za tzw. aferę dopingową. A co z Białorusią?

Dziwne, że się za nich jeszcze nie wzięli, i dziwny jest też system badań białoruskich lekkoatletów, którzy często trenują w wojskowych ośrodkach w Mińsku, Brześciu czy Stajkach, gdzie prawa wstępu nie mają kontrolerzy Światowej Agencji Antydopingowej. A czy nie są dziwne świetne wyniki, które uzyskują tylko u siebie?

Wielu sportowców uważa, że za stosowanie niedozwolonego wspomagania nie powinno być dwu- albo czteroletniej dyskwalifikacji, tylko od razu przy pierwszej wpadce kara dożywotniego wykluczenia ze sportu.

To do końca sprawy nie rozwiązuje. Jestem za obozami pracy. Siedzisz tam dotąd, aż spłacisz to, co poprzez oszustwo ukradłeś, bo inaczej tego nie nazwę. Zabranie medalu olimpijskiego czy mistrzostw świata, którego i tak przeważnie „koksiarze” nie oddają, jest kroplą w morzu. A gdzie pieniądze, które dostali w nagrodę z tej czy tamtej organizacji, od sponsorów czy z innych źródeł. Nawet po latach jak wykryty zostanie nowoczesnymi metodami doping, to na pierwszych stronach gazet nie będzie twojego nazwiska, że jesteś mistrzem, nie zagrają tobie hymnu narodowego.

A co pan sądzi na temat Julii Stiepanowej, która jako pierwsza oficjalnie ujawniła w sposób bardzo obszerny mechanizmy stosowania dopingu przez rosyjskich sportowców?

Dla mnie nie jest żadną bohaterką, bo też brała i płaciła haracze za tuszowanie dopingu. A jak jej kariera miała runąć, to zdecydowała się na współpracę z WADA czy IAAF. Ale problem pseudowalki z „koksiarzami” jest nierozwiązany do dziś, bo każdy w tym procederze ma swój interes, są też grupy ludzi odpowiednio powiązane ze sobą. Rączka rączkę myje... Jak na razie mamy chorą wizję sportu. Więcej na ten temat powiedziałby Szymon Ziółkowski, który już dawno ujawnił to, co teraz Stiepanowa.

Ziółkowski 1 lipca w swe 40. urodziny zakończył karierę. Tichonowi stuknie czterdziestka 24 lipca i... może wyjechać z Amsterdamu z medalem mistrzostw Europy.

W sporcie wszystko jest możliwe, ale nawet gdyby stanął na podium, to oszustowi ręki nie podam.