W czasie gdy Andy Murray rozgrywał decydujące piłki w dramatycznym starciu z Jo-Wilfriedem Tsongą, Walijczycy rozgrywali półfinał piłkarskich mistrzostw Europy przeciwko Portugalczykom. Gdy Szkot mógł świętować awans do półfinału, miny walijskich kibiców nie były już takie radosne, jak jeszcze kilkanaście minut wcześniej. Na początku drugiej połowy meczu z Portugalią, Walijczycy stracili szybkie dwie bramki, które okazały się kluczowe w kontekście losów półfinału.

Jeszcze tego samego wieczora Andy Murray wziął udział w obligatoryjnej konferencji prasowej po meczu z Tsongą. Seria pytań do Szkota przez pierwsze trzy minuty nie zapowiadała niczego ciekawego. Wtedy jednak do głosu doszła jedna z dziennikarek, która zaczęła... od wymienienia ostatnich "porażek" Brytyjczyków. - Przegrane Anglii i Walii... a także Brexit. Jak się czujesz jako ostatnia nadzieja Wielkiej Brytanii? - zapytała, a na twarzy Murraya pojawił się lekki szok... i zażenowanie.

- Nie jest chyba aż tak źle? Jest aż tak źle?! - odpowiedział z uśmiechem na twarzy Murray, a na sali słychać było śmiechy. - Zostało jeszcze wiele nadziei oprócz mnie. Ja po prostu staram się grać tutaj mój najlepszy tenis, po to aby oglądający mecz kibice byli szczęśliwi. Na szczęście mogę wygrać jeszcze więcej i do tego dążę - dodał szkocki tenisista (fragment od 02:55).

 


W niedzielne popołudnie Murray będzie miał okazję, by po raz drugi w karierze wygrać Wimbledon. Pierwszy triumf w najbardziej prestiżowym, teniosowym turnieju odniósł w 2013 roku. Gdyby Szkot wygrał w finale z Milosem Raoniciem, przełamałby złą passę, bowiem w dwóch tegorocznych finałach wielkoszlemowych przegrywał w finale z Novakiem Djokoviciem. Teraz na drodze do kolejnego wielkiego sukcesu Murraya staje rywal z Kanady...

Transmisja finału mężczyzn na Wimbledonie w niedzielę od 15:00 w Polsacie Sport.