Historia starań Legii o awans do Ligi Mistrzów jest bogata i obfituje w ciekawe historie. Od kiedy odpadł Widzew Łódź jeszcze tylko Wisła Kraków była tak blisko awansu do LM jak klub z Warszawy. Od sezonu 1995/96 kiedy Legia jedyny raz grała w Lidze Mistrzów to już piąta próba warszawian, żeby sforsować bramy raju. Za pierwszym razem Legia też zaczynała od wyprawy na Bałkany, tylko że do Macedonii. Dwumecz z Vardarem Skopje przebiegł bez specjalnej historii. W tamtych meczach bramki dla Legii zdobywał Cezary Kucharski.

 

Tamta przygoda z Ligą Mistrzów jest warta zapamiętania z powodu dwumeczu z Barceloną. Trzeba przyznać, że los był okrutny. Kilka lat czekania na mistrzostwo Polski i od razu rywal z najwyższej dostępnej półki. Marek Jóźwiak, Dariusz Dudek, Adam Majewski i Wojciech Szala kontra: Luis Enrique, Xavi, Phillip Cocu, Patrick Kluivert. To nie mogło się udać. I nie udało się. Barcelona załatwiła to już w pierwszym meczu, wygrywając 3:0.

 

Cztery lata później Legia uzbroiła się po zęby, na ówczesne możliwości polskiego klubu. Udało się sprowadzić m.in. Hugo Alcantarę, który miał na koncie ponad 100 meczów w lidze portugalskiej i jego CV naprawdę robiło wrażenie. Do tego doszli też Edson, Roger Guerreiro, Miroslav Radović czy Mamadou Balde. Siła spora, ale na Szachtarze, napompowanym pieniędzmi Rinata Achmetowa nie wywarła wrażenia, nie wywarła wrażenia (żeby zmierzyć się z Ukraińcami trzeba było przejść islandzki Hafnarfjordur). Legia walczyła, ale nie miała większych szans.

 

Naprawdę blisko Legia była w 2013 roku. Tak blisko jak nigdy, ledwie o 90 minut meczu, w którym wystarczyło, że nie straci bramki. Na stadionie przy Łazienkowskiej UEFA już rozstawiała swoje bandy z napisem "Champions League" - to była ostatnia runda eliminacji. W pierwszym meczu ze Steauą Bukareszt udało się na wyjeździe zremisować 1:1. Taki wynik dawał Legii awans do fazy grupowej, ale taki wynik udało się utrzymać ledwie przez kilka minut rewanżowego starcia. Potem Ivica Vrdoljak stracił piłkę, Steaua strzeliła gola i historia potoczyła się inaczej. Remis 2:2 dawał awans mistrzowi Rumunii.

 

Ostatnia próba, dwa lata temu, zapadła chyba najbardziej w pamięć kibicom nie tylko Legii, ale także postronnym obserwatorom. W trzeciej rundzie eliminacji Legia trafiła na Celtic Glasgow. Zaczęło się od gola dla Szkotów i kiedy wszyscy już zaczynali kiwać głowami, mówiąc "No tak..." Legia odpowiedziała trafieniem Radovicia, chwilę przed przerwą dołożyła jeszcze drugiego gola, a w drugiej połowie - jeszcze kolejne dwa. Legia wygrała 4:1, a mogła i powinna (!) jeszcze wyżej. Vrdoljak nie strzelił dwóch rzutów karnych. To niestety, zemściło się na mistrzach Polski.

 

Legia pojechała na rewanż do Glasgow pewna awansu i potwierdziła klasę, dokładając zwycięstwo na wyjeździe 2:0. I wtedy stało się coś, co przeszło do historii nie tylko polskiego piłkarstwa. Trener Henning Berg wprowadził w 86. minucie na boisko Bartosza Bereszyńskiego. Legia prowadziła już wtedy 2:0 i była to nawet nie tyle zmiana na zyskanie czasu, bo sprawa awansu była rozstrzygnięta. Może chodziło o to, żeby piłkarz pobiegał chociaż kilka minut, skoro pojechał do Szkocji?

 

Tuż po meczu wybuchła bomba. Okazało się, że Bereszyński nie odcierpiał jeszcze kary za czerwoną kartkę z poprzedniej Ligi Europejskiej. Nie odcierpiał, bo do wcześniejszej rundy nie był zgłoszony i kara nie biegła. Legia została ukarana walkowerem - Celtic wygrał wirtualnie 3:0 i dzięki lepszemu bilansowi bramek (gol strzelony na wyjeździe), awansował do kolejnej rundy. Tam jednak poległ w starciu z NK Maribor.

 

W tym roku pierwszą przeszkodą jest Zrinjski Mostar - mistrz Bośni i Hercegowiny - drużyna groźna o tyle, że niezbyt dobrze znana. Nie wiadomo, czego się do końca spodziewać. Wiadomo tylko, że na Bałkanach gra się zawsze ciężko, bo temperatura powietrza, temperatura na boisku i temperatura na trybunach może być wysoka.

 

Mimo wszystko mistrzowie Polski powinni sobie z tą przeszkodą poradzić dość łatwo i od następnej rundy zacząć walkę jak najbardziej serio. Może tym razem wreszcie się uda to, co nie udaje się już od tak dawna? Byłoby pięknie, bo ostatni mecz w Lidze Mistrzów Legia rozegrała 20 lat temu. Teraz, żeby przełamać fatalną passę zatrudniono nawet trenera Besnika Hasiego, który na tym szczeblu prowadził już drużynę - Anderlecht Bruksela.

 

Transmisja meczu Zrinjski Mostar - Legia Warszawa od 18:20 w Polsacie Sport i Polsacie Sport News.